Weridian ☆21

Zawsze mnie zastanawiało co siedzi w głowach innych. Jednego dnia są twoją radością życia a drugiego przyczyną twojego największego bólu. Wędrując myślami w jak najodleglejsze zakamarki umysłu, siedziałam sobie samotnie we “wrzeszczącej chacie”, jak to nazwali inni uczniowie. Po świecie duchów ponownie była cała zdemolowana, musiałam wszystko od nowa naprawiać. Grzał właśnie w malutkim komineczku, wyglądając za okno. Było jeszcze wcześnie, lecz ściemniało się coraz bardziej. Był w sumie już zbliżał się początek grudnia, więc zaczynała się powoli zima. Wszystkie liście opadły z drzew, a niebo było coraz częściej pochmurne. Zimny wiatr doprowadzał mnie do szału, zamarzały mi ręce i stopy. Ostatnio musiałam przynieść gruby koc do chaty, ponieważ ściany tam nie były zbytnio szczelne i łatwo przedostawał się tam mróz. Moje rozmyślania przerwał trzask desek starej podłogi. Wyskoczyłam na równe nogi kierując różdżkę w stronę dźwięku. Zobaczyłam przed swoimi oczami młodego chłopaka z bliznami na twarzy. Miał chyba na imię Remus, przyjaciel Jamesa i Elaine. Co on tu robił….

             -Mogłabyś opuścić różdżkę?- Zapytał lekko przerażony. Zlustrowałam go ostrym spojrzeniem, dalej nie opuszczając różdżki. 

             -Co tu robisz?- Syknęłam w jego stronę. Ruszyłam okrężnym ruchem w jego stronę, zaganiając go w kozi róg. -Łaskawie odpowiesz sam czy mam to z ciebie wydusić?! Skąd w ogóle wiesz o tym przejściu?-  Warknęłam coraz groźniej. Chłopak zbladł jeszcze bardziej, gdy poczuł na swoich plecach ścianę.

          -Mógłbym za- za-dać ci te sa- same pytania-nia. Ja- ja często tu- tu spędzam czasss.- Jąkał się przeraźliwie. 

          -Pierwszy raz cię tu widzę, więc nie kłam inaczej więcej nie będziesz mieć okazji do tego.- Zmarszczyłam nos i podetknełam mu różdżkę pod samo gardło.

           -Dziś jest pełnia!- Spanikowany wykrzyczał. Gdy zdałam sobie sprawę ze znaczenia jego słów, odsunęłam się patrząc na niego lekko zestresowana.

              -Czy.. Czy ty jesteś?- Zapytałam spięta. 

             -Tylko błagam nie mów nikomu! Inaczej wyrzucą mnie ze szkoły!- Zaczął prosić mnie chłopak. Ja jedynie podniosłam dłoń do góry, dając mu tym znak żeby się uciszył. 

              -Interesujące… Nie musisz się martwić o swój ciemny sekret...- Zmierzyłam go zimnym wzrokiem, siadając na kanapie.- Ale! Jeśli zrobisz coś Elaine lub Jamesowi to wiedz, że znajdę cię na końcu świata.- Strzeliłam na kościach w dłoni.- A teraz ty mi musisz obiecać iż nie wspomnisz nikomu, że wiem co to za miejsce oraz nie piśniesz ani słowa z tej rozmowy.- Ciężko oddychający chłopak, lekko przytakiwał głową na zgodę. Spojrzałam na zegar ścienny, który wskazywał siedemnastą trzydzieści. Trzeba się zbierać, pomyślałam i zaczęłam podnosić się z siedzenia, jednak chłopak mnie zatrzymał. 

              -Czekaj!- Zawołał, a ja podniosłam jedną z brwi. Gryfon się speszył i zaczerwienił, jednak kontynuował.- To znaczy eee mogłabyś ze mną porozmawiać? Eee.. To znaczy.. bo ja.. Nikt nie wie i..- Młody czarodziej strasznie się jąkał, co działało mi na nerwy. Zmierzyłam go ponownie wzrokiem oraz wstałam wymijając go. Stanęliśmy naprzeciwko siebie, twarzą w twarz.

               -Twoje “tłumaczenie” czegokolwiek jest koszmarne i żałosne, ale.. wiem jak to jest być wykluczonym ze społeczeństwa z przyczyn od ciebie niezależnych… Więc jeśli chcesz porozmawiać, to ja z wielką chęcią.- Jeszcze raz zerknęłam na zegar. - Około której się zmieniasz?

            -Koło dwudziestej dopiero, jednak zawsze wolę przybyć tutaj wcześniej. Wiesz czasem są wypadki losowe, więc jak się ściemnia to już tutaj przychodzę.- Mówił lekko masując kark, widać było po nim iż jest bardzo spięty. -Nie wiem czy się przedstawiłem, ale jestem Remus Lupin.- Wyciągnął do mnie dłoń, a ja się jedynie uśmiechnęłam i potrząsnęłam głową.

              -Znamy się, to znaczy poznaliśmy się już wcześniej.- Przewróciłam oczami, ponownie siadając na kanapie za nami. -Weridian Blaudeliar, dawna koleżanka Elaine.- Źrenice chłopaka się rozszerzyły, a twarz przybrała purpurowy kolor.

         -Ja-ja prze-przepraszam, ni-nie poznałem cię.- Widać było po nim iż zawstydził się bardzo. Machnęłam ręką tylko i uśmiechnęłam się.

          -Nie przejmuj się. W sumie nie dziwne, że mnie nie poznałeś. Troszkę się zmieniłam od tego czasu.- Lekko posmutniałam, a Remus usiadł obok mnie.

            -Każdy się zmienia, to normalne. Niestety nie wszystko jest normalne. Na przykład ja… Nie mogę się pogodzić z tym, że za chwilę stanę się ponownie tą okrutną bestią. Najbardziej się boję, że skrzywdzę kogoś na kim mi zależy.- Młody Lupin wyrzucił z siebie swoje smutki i popatrzył na mnie dużymi oczami pełnymi łez. Poczułam nagły ból w klatce piersiowej. Czy ja mu współczułam…

       -To przecież nie twoja wina, że jesteś kim jesteś. Wiesz, że powinieneś powiedzieć przyjaciołom o sobie? To będzie ciężkie, ale da ci wielką ulgę. Ja-ja też byłam wyklęta przez wszystkich…- Zadrżał mi głos, co nie było podobne do mnie.- Jakby nie jedna osoba to pewnie by mnie tutaj dawno nie było.- Wstałam i popatrzyłam przez okno. - Remusie, nie bój się, że kogoś skrzywdzisz. Bój się, że możesz zostać skrzywdzony przez swoją odmienność. Pamiętaj, że nie liczy się to kim jesteś, a to co masz w sercu- Popatrzył na mnie z nadzieją w oczach, wiedziałam już, że poradzi sobie.

             -Czasem po prostu potrzebuje porozmawiać tak całkowicie szczerze… Bez żadnych tajemnic.- Uśmiechnął się.

           -Każdy tego potrzebuję, a najlepiej się wygadać nienzajomemu.- Zaśmiałam się w głos. -Powiedz przyjaciołom, z tego co wiem przyjaźnisz się z dwiema niesamowitymi osobami, które nigdy cię nie zostawią.- Uśmiechnęłam się ponownie i szepnęłam “do zobaczenia”, wychodząc z pomieszczenia. Słodki chłopak, nie dziwię się, że Elai się koło niego kręci. Zaśmiałam się w duchu i wyszłam z tunelu. Skierowałam się w stronę bram Hogwartu, jednak osoba, którą ujrzałam kątem oka przykuła moją uwagę. Elaine… Znieruchomiałam. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej i Jamesa… Ale wiedziałam, że to co zrobiłam było dobre dla nich. Czasem po prostu jestem bardziej samolubna. I chyba dziś jest to czasem. Pomachałam jej, gdy mnie zobaczyła, widziałam na jej twarzy zdziwienie. Podążyła w moją stronę, a ja tylko cicho westchnęłam. Co za idiotka ze mnie…


Komentarze

Popularne posty