Weridian ☆7
Wyszłam z pokoju wspólnego, na korytarzach było już zbyt wielu uczniów. Loki siedział w kapturze spokojnie i oglądał świat wokół niego. Leniwie chodziłam sobie po korytarzach. Szłam po prostu przed siebie, aż nie zderzyłam się z zamyślonym Potterem. Odbiłam się od niego i wylądowałam na podłodzę.
-James…- Wstałam i otrzepałam szatę. Zmrużonymi oczami popatrzyłam się na niego. -Patrz jak łazisz.- Prychnęłam w jego kierunku. On jedynie się zaśmiał.
-Powinienem powiedzieć ci to samo Weria. Nie zachowuj się jak typowy ślizgon, to dopiero pierwszy dzień. - Zaśmiał się ponownie i zauważył kulkę sierści wystającą z mojego kaptura. -Widzę, że Loki też ci towarzyszy. Nie sądzę, że zmierzacie w jakimś konkretnym kierunku, więc może przejdziesz się ze mną po oglądać boisko do Quidditcha.
-Nie dziękuję Mes. Wolę iść do biblioteki, niż oglądać jak spadasz z miotły.- Podniosłam dłoń w geście rezygnacji z propozycji i zaczęłam go wymijać, ten jednak złapał mnie pod ramię. Zawlókł mnie siłą na boisko, widząc moją minę mordercy, uśmiechnął się tylko szeroko. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, poczułam zimny wrześniowy wiaterek. Przeszły mnie dreszcze.
-Mes, nie mogłeś zabrać swoich przydupasów, żeby polatali z tobą?!- Zapytałam zła, wyciągając Lokiego z kaptura.
-Po pierwsze nie mam przydupasów, a kolegów, w przeciwieństwie do ciebie ja umiem się z kimś przyjaźnić. Po drugie chłopcom się nie chciało.- Przewrócił oczami i z kantorka na miotły wyciągnął jakiegoś starszego ścigacza.
-Wiesz, że jak cię nauczyciele złapią to odejmą ci punkty?- Zapytałam podnosząc lekko jedną brew. Ruszyłam w kierunku centrum boiska i usiadłam na trawie. James przewrócił oczami i wsiadł na miotłę.
-Od kiedy ty taka porządna jesteś i przestrzegasz zasad?- Podleciał do mnie i zadrwił.
-Pilnuj własnego nosa Potter.- Zdenerwowałam się. Już miałam wstać i iść z powrotem do środka.
-No nie ładnie tak po nazwisku Weria. Wybaczę ci tą zniewagę, ale musisz mi pokibicować. W końcu zostanę najlepszym ścigającym Gryffindoru. Ktoś musi mi kibicować.- Wyszczerzył swoje zęby i wzleciał w górę. Położyłam się wygodnie na trawie i przytuliłam Lokiego. Oglądałam raz po raz jak mój kumpel z dzieciństwa wydurnia się na miotle, robiąc beczki i fikołki.
-Jak spadniesz i rozwalisz sobie ten swój nie rozczesany czerep to będę się śmiać!- Krzyknęłam do niego i zaczęłam się śmiać jak najęta. Był na tyle nisko, żeby mnie usłyszeć, na moje nieszczęście. Pofrunął prosto w moją stronę i chwycił mnie w pasie. Pomógł mi usiąść normalnie, tak, że teraz siedziałam za nim.
-JAMESSSSSSSS!!!!!- Krzyczałam jak najęta. Nienawidzę mioteł i tego zasranego sportu, a on coś takiego odwala. -Czyś ty oszalał?!- Chwyciłam się mocno jego szat i usłyszałam tylko ciche słowa: “Trzeba było nie cwaniaczyć.” Potter zrobił parę beczek w powietrzu i wrócił na ziemię. Gdy dotknęłam podłoża stopami, myślałam, że zwymiotuję.
-Nienawidzę cię James. NIENAWIDZĘ.- Purpurowa ze złości krzyczałam na niego, gdy ten tylko się głupkowato uśmiechał.
-Spokojnie Weria, miałem wszystko pod kontrolą.
-Pod kontrolą?! Pod twoją kontrolą?! To lepiej już, żeby sam bazyliszek miał coś pod kontrolą niż ty.- Fuknęłam na niego. Widziałam jak zakłada ręce za głowę i wzrusza lekko nimi. Podeszłam do Lokiego, który na szczęście został na ziemi i przytuliłam go do piersi.
-Nigdy więcej ci nie zaufam Mes!- Wykrzyczałam mu w twarz.
-Zawsze tak mówisz i co gdzie jesteś.- Zaśmiał się w głos i schował do szopy miotłę. -A teraz chodź zanim jakiś przedwieczny dinozaur nas wyczai.- Wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę wejścia do budynku.
-Następnym razem przysięgam zrzucę cię z tej miotły....- Powiedziałam zdyszana, wchodząc do ciepłego korytarza.
-Czyli będzie następny raz! Jak miło! Taki wierny kibic mi się przyda.- Strzelił z pistoletu z palców i puścił mi oczko. Dostał takiego kuksańca w brzuch, że zwinął się w pół i prawie popłakał.
-Pamiętaj Mes, nie jesteśmy już małymi dziećmi. Jak mnie wkurwisz to już się nie poskarżysz moim mamą.- Stanęłam nad nim dumnie i patrzyłam stalowym wzrokiem.
-Na jedenastolatkę jesteś przerażająca…- Wykwiczał. Powoli zaczął się prostować. -Nigdy więcej nie brać cię na miotłę, zapisano.- Stał biedny trzymając się za brzuch. Rozczochrałam jego już i tak bardzo rozwichrzone włosy.
-Chodź, odprowadzę cię.- Popędziłam chłopaka. Schowałam z powrotem Lokiego do kaptura i ruszyłam w kierunku schodów. NIe zdążyłam się obrócić, a James już dotrzymywał mi kroku. -To którędy? Czy już nie pamiętasz?- Zapytałam sarkastycznie. James tylko przewrócił oczami i skierował się do jednej z wież. -Wow. Kto był na tyle głupi, żeby bandę odważnych idiotów umieścić na wieży?- Zaśmiałam się.
-Czemu ja wcześniej nie zauważyłem jak bardzo pasujesz do Slytherinu?- Westchnął. W końcu dotarliśmy do obrazu jakiejś otyłej kobiety. -Godryk!- Powiedział Mes do obrazu.
-Kochaniecki już pierwszy dzień szkoły, a ty przyprowadzasz dziewczynę? Nie możliwe! I to jeszcze ze slytherinu!- Dramatyzowała kobieta, ale w końcu nas wpuściła.
-Chcesz zobaczyć nasz pokój wspólny? Na pewno jest cieplejszy i przyjemniejszy niż ta wasza nora.- Spochmurniałam na jego słowa i miałam ochotę go zrzucić ze schodów. Wyciągnął do mnie dłoń i moja ciekawość wygrałą z dumą tym razem. Weszliśmy na górę i zobaczyłam duży kominek i parę kanap wokół niego. Z tyłu znajdowały się duże fotele i grubę dywany, wszystko było czerwono złote oczywiście.
-James! Jesteś. Już myśleliśmy, że zgubiłeś się na tym boisku.- Rzucił się do niego Syriusz i reszta paki. Nagle zauważyli mnie zza jego pleców.
-Oooo widzę, że pierwszy dzień i już masz branie Potter.- Poklepał go po plecach Black. Latała mi już powieka ze zdenerwowania.
-Mes ja sobie jednak odpuszczę zwiedzanie tej waszej nory i tak odstrasza mnie ten straszny smród głupoty.- Zlustrowałam od góry na dół czarnowłosego. Uśmiechnęłam się niemiło i odwróciłam na pięcie.
-Weria! Czekaj, przecież nie musisz już iść.- Chwycił mnie za nadgarstek, ale zmroziłam go wzrokiem.
-Potter, nie wiem co ty sobie wyobrażasz, ale nie będę na pewno popychadłem twoich znajomków z gryffindoru. Mimo twojego idiotyzmu, dość cię lubię i toleruję, więc jak chcesz zostać w przyjaznych stosunkach ze mną, nie próbuj mnie przekonać, że takie zachowanie jest okej. Nie jestem rybą czy co gorsza rzeczą, żebyś miał branie.- Powiedziałam to twardym głosem. -A ty Syriuszu Black mógłbyś się zachowywać jak na Blacków przystało, a nie bawić się w pół główka. Żegnam panowie.- Odwróciłam się do nich plecami i szybkim krokiem wyszłam. Kierowałam się do biblioteki, którą nam wcześniej Lucjusz pokazał. Mam nadzieję, że nie jest już zamknięta. Niestety przeliczyłam się, gdy dotarłam pod drzwi pomieszczenia, wszystko już było pogaszone i nie dało się wejść. Powłóczyłam się jeszcze trochę po korytarzach, uważnie by nie spotkać żadnego z nauczycieli. Kiedy w końcu wróciłam do dormitorium, Loki słodko spał w kapturze, a dziewczyny już leżały w łóżkach.
-Cześć.- Podniosłam dłoń na przywitanie i zamknęłam za sobą drzwi.
-Gdzie ty się tak szlajałaś kobieto?- Zapytały chórem.
-Hmm spotkałam znajomego i wyciągnął mnie na boisko do Quidditcha, później próbowałam się jeszcze dostać do biblioteki, ale niestety była zamknięta. W sumie tyle.- Położyłam Lokiego na poduszce, a sama poszłam do toalety się wykąpać. Gdy wróciłam już w piżamie dziewczyny się dziwnie do mnie uśmiechały.
-A co to za tajemniczy znajomy moja droga?- Zapytała Alecta. Podnosząc jedną brew.
-Pierwszy dzień i już miłości jej w głowie.- Westchnęła Mia. Kładąc dłoń na czole, jakby miała zemdleć.
-”Przyjaciel” z dzieciństwa, jest w gryffindorze.- Uśmiechnęłam się wrednie. -I chyba by mnie musieli wrzucić do kadzi z kwasem i wciąż nic bym do niego nie poczuła. Blee. - Pokazałam jakbym miała zwymiotować. Dziewczyny jedynie się zaśmiały i położyły się, by iść spać w końcu. Mrukneły do mnie jeszcze “Dobranoc” i słyszałam, że ich oddechy się uspokajają. Wzięłam jedną książkę z mojego kufra i zgasiłam światło. Weszłam pod kołdrę i szepnęłam Lumos, wymachując różdżką. Czytałam prawdopodobnie do jakiejś 4 w nocy, więc gdy dziewczyny mnie z rana obudziły, byłam jak trup. W sumie i tak bym nie zasnęła wcześniej. Przebiegły mnie zimne dreszcze po plecach. Umyłam się i ubrałam w szatę, rozczesałam włosy. Wzięłam torbę z podręcznikami i wyszłam o dziwo jako pierwsza. Wypuściłam Lokiego, by mógł się sam po rozglądać po pokoju w wspólnym. Skierowałam się do wielkiej sali, przy okazji napotykając Severusa rozmawiającego z Lily. Pomachałam im na przywitanie i weszłam by usiąść przy stole Slytherinu. Zaczęłam sobie nakładać jedzenie, a w międzyczasie obok mnie pojawił się czarnooki chłopak i blondyn potraktowany wybielaczem.
-Hmm widzę, że ciężka noc była księżniczko?- Zapytał Lucjusz z wrednym uśmieszkiem.
-Na pewno milsza by była, jakbym nie musiała oglądać twojej końskiej gęby z rana.- Zaśmiałam się i pokazałam mu środkowy palec. Severus mnie szturchnął w ramię, gdy się do niego odwróciłam, wskazał głową James’a, który wpatrywał się we mnie zamyślonym wzrokiem. Przewróciłam oczami i wróciłam do jedzenia.
-A tobie Severusie jak minęła pierwsza noc?- Zapytałam miło. Dalej czując wzrok Pottera.
-W sumie praktycznie całą noc czytałem.- Westchnął, faktycznie wyglądał na bardziej zmęczonego niż wczoraj. O ile się da bardziej.
-To w sumie tak jak ja. Pół nocy czytałam stare zapiski Merlina na temat rodzajów zaklęć przydatnych do nauczenia się animagii.- Severusowi zaświeciły się oczy jak dwa piękne onyksy, a ja poczułam jak coś kłuje mnie w serce. Dziwne. To pewnie z niewyspania.
-Masz takie księgi?!- Zapytał rozemocjonowany.
-Nooo, mama w sumie sporo starych ksiąg przywiozła z Francji. Jak się poprosi Luciego to też na pewno użyczy bibliotekę Malfoyów.- Szturchnęłam go, przerywając mu flirt z jakąś ładną blondynką.
-Tak, tak, bierz co chcesz Weri. Nie przeszkadzaj.- Nawet się nie popatrzył na mnie i machnął ręką.
-Cały on.- Westchnęłam. Odwróciłam się do Severusa, napotykając wgapiający się wzrok Jamesa. Zdenerwowana już uśmiechnęłam się i pomachałam mu. Może mi da spokój. Wyglądał na zmieszanego, ale odmachał mi. Wracając do mojego rozmówcy, zaczęłam mu opowiadać o starych księgach i ile z nich można się dowiedzieć. - Severusie, wystarczy spytać, jasne, że ci je pożyczę. A co ty czytałeś w takim razie…- Nie dane było mi skończyć tego zdania bo usłyszałam krzyk jakiejś dziewczyny. Głos był łudząco podobny do głosu Elaine. Odwróciłam się w stronę stołu Hufflepuffu i okazało się, że to faktycznie była moja przyjaciółka. Uśmiechnęłam się, śmiejąc się pod nosem i pomachałam, całej czerwonej jak burak Eli.
-Wracając do pytania Severusie? To co czytałeś?- Odwróciłam głowę do niego, a ten spalił także buraka.
-E no wiesz, nie miałem zbyt wiele ciekawych lektur..eee...czytałem poezję T.S.Elliota….Wiem, że to mugolska poezja, ale on naprawdę dobrze piszę.- Zestresował się lekko, a ja jedynie położyłam mu dłoń na dłoni i uśmiechnęłam się wesoło.
-Skoro tak mówisz to musisz mi dać przeczytać kiedyś, ale teraz musimy się zbierać na transmutację. Mamy z puchonami, przecież nie mogę być później niż Elai.- Zaśmiałam się w głos i wstałam od stołu. Młody Snape zrobił to samo i podążył za mną. Po drodzę udało mi się walnąć Lucjusza w potylicę tak, że jego śniadanie było na jego twarzy. To była szybka ucieczka. Gdy dotarliśmy wreszcie do sali transmutacji razem z czarnowłosym, byliśmy lekko zdyszani. Otworzyliśmy drzwi i weszliśmy. Na biurku stał szary kot, który obserwował bacznie wszystkich, którzy wchodzili. Ławki były czteroosobowe, więc usiadłam bardziej na tyłach razem z Severusem, przytrzymując miejsce dla przyjaciółki, która zaraz się pojawiła.
-Witaj moja droga.- Uśmiechnęłam się do niej szeroko, na co ona odpowiedziała identycznie.
-Weri! Jak tam pierwsza noc?- Zapytała wesoło i dosiadła się do nas. Zaczęłyśmy opowiadać sobie wrażenia po pierwszym dniu. Widziałam tylko kątem oka, że Severus lekko posmutniał i przygasł. Nagle zadzwonił dzwonek, a kot zeskoczył z biurka zmieniając się w locie, w dość młodą czarownice.



Komentarze
Prześlij komentarz