Elaine ☆6

 




    Podczas kolacji siedziałam wśród grona kompletnie nieznanych mi osób. Od czasu do czasu spoglądałam w kierunku Weridian, w celu odnalezienia jej wśród uczniów Slytherinu, jednakże było to trudne zadanie, ponieważ mój wzrost mi na to nie pozwalał. Postanowiłam sobie, że później ją odnajdę i podzielę się z nią swoimi przeżyciami. W danej chwili zajęłam się nabieraniem pyszności jakie nam podano dzisiejszego wieczoru. Wszyscy przy stole Hufflepuffu rozmawiali między sobą zachowując przy tym kulturalne maniery. Przeżuwałam właśnie kolejny kawałek soczystego steku, gdy nagle ktoś do mnie zagadał.

         -Hej, jestem Melissa Shepherd. Mam miano prefekta naczelnego, więc jeśli masz jakieś pytania, to możesz je kierować do mnie. - Powiedziała starsza dziewczyna. Wyglądała prawie dorośle, zatem przypuszczam, że chodziła do ostatniej klasy.

             -Dziękuję. Ja mam na imię Elaine Keegan.

           -Za niedługo będziemy kończyć. Jutro rano macie już pierwsze zajęcia. Tutaj jest plan. - Podała mi zwój pergaminu, który rozwinęłam i spojrzałam na zapisane lekcje, godziny zajęć i przydzielone sale. Podziękowałam jej i schowałam plan do kieszeni szaty. Po kilkunastu minutach Melissa ogłosiła, że przejdziemy do naszego dormitorium. Po drodze zrobiła nam krótką wycieczkę, abyśmy zapoznali się z położeniem jutrzejszych sal. Prefekt, którym był jakiś czarnoskóry chłopak o imieniu Mason, za zadanie miał zaprowadzić resztę grupy do dormitorium, które było ostatnim celem naszej wycieczki.

Po drodze mijaliśmy sale od eliksirów, która znajdowała się w najniższej części zamku. Minęliśmy grupę Slytherinu i nawet dostrzegłam Weridian, ale była pochłonięta rozmową z Severusem. Później przeszliśmy do kolejnych sal. Wszystkie były przestronne i tematyczne. Gdy doszliśmy do piwnicy udaliśmy się do działu z beczkami. Melissa odwróciła się w naszym kierunku.

-A teraz wejdziemy do naszego dormitorium. Pokój wspólny Puchonów jest ukryty i na pierwszy rzut oka nikt go nie znajdzie. Wejście również nie jest takie proste. Prowadzi ono przez drugą od dołu beczkę, umieszczoną w samym środku. Należy w nią uderzyć palcami, wystukując nimi w rytm słów: "Helga Hufflepuff". - Mówiąc to pokazała nam odpowiednią beczkę i wystukuje rytm. Beczka otworzyła się i można było do niej wejść. Wszyscy po kolei Przechodzili przez otwór i trafiali do korytarza oświetlonego lampionami. Melissa ruszyła przodem i przez długi i niezbyt wysoki korytarz. 

Wnętrze pokoju wspólnego przypominało "środek" beczki - było okrągłe i przytulne. Sufit był nisko podwieszony. Kolorami przeważającymi w pokoju był życiodajny żółty i czarny - kolory Puchonów. Na ścianach znajdowały się zaokrąglone półki , na których stały różne kwiaty: paprocie, różne gatunki kaktusów, bluszcz wijący się po ścianach. Niektóre kwiaty zwisały w doniczkach przytwierdzonych do sufitu. Drewniane, wypolerowane meble i podłoga stanowiły charakterystyczny element wystroju pokoju. Ściany od podłoża były wyłożone drewnem na wysokość ok. 0,5 m. Nad kominkiem znajdował się obrazek-portret Helgi Hufflepuff, trzymającej w ręku najcenniejszy przedmiot z nią związany: pucharek-czarkę z dwoma uszkami po każdej jego stronie. Niewielkie okna umieszczone na wysokości parteru Hogwartu były okrągłe i zapewniały dużo dziennego światła, dzięki czemu w słonecznie dni, w pokoju było zawsze jasno. 

-Uczniowie wiosną mogą obserwować kwitnące kwiaty i budzącą się do życia przyrodę, ponieważ okna znajdują się tuż nad ziemią. W pokoju wspólnym jest wiele żółtych kotar, dywan i kilka miękkich foteli, które nadawały temu miejscu bardzo przytulny nastrój. - Dało się słyszeć jej głos, gdy stanęła pośrodku salonu. - Pokoje dziewcząt są po lewej stronie kominka, pokoje chłopców - po prawej. Nie będę zabierała wam już więcej czasu. O ósmej rozpocznie się śniadanie, a o dziewiątej macie lekcje transmutacji z profesor McGonagall. Nie spóźnijcie się. - Powiedziała na odchodne. Ruszyłam za tłumem dziewcząt i przeszłam przez kolejny otwór zamknięty drzwiami przypominającymi wieko beczki.

Za otworem znajdował się kolejny tunel i kolejne drzwi. W dormitorium nie znajdowały się okna, jednak pomieszczenie było oświetlone przez miedziane lampy. Na ścianach wisiały podgrzewacze łóżek, będące dodatkowym źródłem ciepła chroniącym stopy przed marznięciem. Dormitorium było wyposażone w wygodne i drewniane łóżka oraz kołdry uszyte z różnobarwnych materiałów. Ruszyłam do pokoju, który wskazała mi Melissa, widząc moje zakłopotanie. W pokoju znajdowały się już trzy dziewczyny. Każda z nich wyglądała inaczej.

-Ej spójrzcie jest i nasza zguba! -Zawołała niska dziewczyna o brązowych włosach. Reszta odwróciła się w moim kierunku. -Jestem Laura Price. -Powiedziała, wyciągając dłoń w moim kierunku.

-A ja Katie Hicks.- Powiedziała czarnoskóra dziewczyna. Wzrostem mogła dorównywać Weridian. Ciekawe co u niej. Pewnie świetnie się bawi z nowymi koleżankami. Chętnie i ja je poznam.

-Danielle Gregory - Powiedziała rudowłosa głaszcząc jakieś dziwne zwierzę.

-Witam. Ja jestem Elaine Keegan. 

-Czekaj ty jesteś ta ze świata mugoli? - Wyrwało się Laurze.

-Zgadza się, ale moi rodzice byli czarodziejami. Wychowywała mnie siostra mamy… mugolka. - Dodałam, przypominając sobie to dziwne imię. 

-Jejku, nigdy nie byłam w nie magicznym świecie. Rodzice zawsze mnie straszyli, że spalą nas na stosie.

-Gdzie znowu. To już dawno nieprawda. Nikogo nie palimy i szczerze,to nikt nawet nie wie, że istnieją czary i magia. -Zaprzeczyła Katie, udając obrażoną minę. - Nie powinno się tak o nich mówić. Poza tym Ministerstwo dało wytyczne, więc już od wieków nie ma wśród nich takiego zachowania.

-Ona ma rację -Powiedziała Danielle, przytulając puchate zwierzę.- Chcesz potrzymać?- Zaproponowała, gdy zobaczyła, że przyglądam się jej pupilowi. - Spokojnie, nie gryzie.

-Co to jest? - Zapytałam, trzymając puchatego zwierzaczka w ramionach.

 -Pufek. A ja nazwałam go Fifi. - Uwielbiam go, poza tym jest moim obrońcą, gdy zobaczę jakiegoś pająka.

-On je zjada?

-Pufki są chyba wszystkożerne, prawda? - Katie zwróciła się do Danielle.

-Prawie, ale czasami nazywam go małym odkurzaczem. - Zaśmiała się a wszystkie jej zawtórowałyśmy.  - A ty masz jakiegoś zwierzaka? - Pytanie skierowała tym razem do mnie.

-Mam sowę, nazwałam ją Gwen. - Powiedziałam, odkładając Fifi na łóżko obok Danielle. Później podeszłam do klatki, którą otworzyłam.

-Jutro możemy wypuścić je rano. Będą nam dostarczały pocztę co rano. - Zaproponowała Laura, na co wszystkie się zgodziłyśmy. Poźniej opowiadały mi różne sensacje ze świata magii, oraz pokazywały mi różne przedmioty magiczne, o których nie miałam kompletnie pojęcia. Rozmowa zajęła nam dużo czasu, możliwe że kilka godzin. Położyłyśmy się spać o drugiej. Niestety tej nocy nie było mi dane wyspać się spokojnie. Dręczyły mnie koszmary. Jednak gdy tylko się obudziłam, wszystko poszło w niepamięć i pozostały mi tylko wątłe wspomnienia. Przyszykowałam się i ubrałam. W podobnym czasie moje współlokatorki wstały i zrobiły to samo. Zawiązałam swój żółto-czarny krawat z herbem Hufflepuff. Widniał na nim borsuk. Związałam włosy w kok i zabrałam potrzebne podręczniki do skórzanej torby. Kiedy kierowałam się do wyjścia, Laura zatrzymała mnie w drzwiach. 

-A ty tak dokąd? - Zapytała od razu. - Zapomniałaś zabrać szaty. Poza tym podręczniki możesz wziąć po śniadaniu. 

Zrobiłam jak mi poleciła. Nie znałam się jeszcze dokładnie na zasad w tej szkole, więc postanowiłam posłuchać się bardziej obeznanej w tematyce koleżanki. W Wielkiej Sali część uczniów już się zgromadziła, usiadłam przy wspólnym stole dla Hufflepuffu. Z racji, że nie było jeszcze dużo uczniów, dostrzegłam Weridian. Siedziała i zajadała coś z miski. Miała podkrążone oczy, tak jakby nie spała. Nagle ktoś pstryknął mnie w ucho. Odwróciłam się momentalnie. To był James, a za nim szli gęsiego Syriusz i Remus. Z tym ostatnim przywitałam się normalnie, natomiast Syriusz - musiał zmierzwić mi włosy. Odwróciłam się z powrotem i wtedu dostałam łokciem pod żebro. Spojrzałam na Katie, która mnie zaczepiła, a teraz jeszcze poruszała znacząco brwiami. Przewróciłam oczami i zabrałam się za nabieranie kiełbasek na talerz. 

-Wow. Elai, już wpadłaś w oko chłopakowi z Gryffindoru. - Skomentowała z entuzjazmem Laura. 

-I to żeby jednemu. - Danielle dodała swoich pięć groszy. We trójkę zaczęły się śmiać, a ja spaliłam buraka. Momentalnie zasłoniłam twarz. - Ej, no my tak na żarty. 

-Wybaczam, ale chcę w końcu zjeść śniadanie. Przez myśl, że mogę się komuś spodobać ściska mnie żołądek. - Dodałam, próbując ostudzić emocje. 

-Czyżby któryś z trio też Ci wpadł w oko? 

-Danielle! - Skrzyczałam koleżankę. Kilka osób odwróciło się w moim kierunku. W tym także Weridian. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest i jej pomachałam. Postanowiłam skonsumować śniadanie jak najszybciej i wybrać się do dormitorium po książki. Dziewczyny bez przerwy próbowały rozniecić we mnie kolejny wybuch, ale im się nie udało. Ignorowałam ich zaczepki. Później przeniosłam się do piwnicy i odszukałam beczkę. Modląc się w duchu wystukałam rytm i przeszłam przez otwór. Idąc korytarzem usłyszałam jak ktoś biegnie. Odwróciłam się w tamtym kierunku i zobaczyłam biegnącą Danielle. 

-Obraziłaś się na nas? - Zapytała lekko zaspana. 

-Skąd ten pomysł? - odparłam lekko zdziwiona. 

-Uciekłaś od razu po śniadaniu i nawet nie poczekała na nas. Jeśli coś cię uraziło, to przepraszam. Za siebie oczywiście, jeśli tamte też mają cię przeprosić to sama tego dopilnuję. - Uderzyła pięścią w swoją dłoń. 

-Nic się nie stało, naprawdę.

-Całe szczęście. Byłabym zapomniała. Jeden z tych chłopaków kazał przekazać ci kartkę. - podała mi kawałek papieru, a na nim było zapisane miejsce i czas spotkania. Na początku myślałam, że to ich żart, ale dostrzegłam podpis : Remus. One raczej nie znały jego imienia, więc raczej to on chciał się ze mną spotkać. Podziękowałam koleżance za wiadomość i ruszyłam do dormitorium po książki, a następnie na zajęcia z transmutacji. 

Komentarze

Popularne posty