Weridian ☆5
Siedziałam pośrodku stołu ślizgonów, nie znałam nikogo. Elai została przydzielono do innego domu. Czułam lekki smutek i… stres? Nie wiedziałam co się dzieję, byłam sama pośrodku nieznajomych. Nie mogłam ufać nikomu. Gdy wszyscy się zajadali i głośno rozmawiali, ja siedziałam sztywno i gapiłam się pustym wzrokiem w swój talerz. Obcy… Nie lubiłam obcych… Dłonie zaczęły mi się trząść, czułam jakbym spadała w ciemną przepaść. Nagle ktoś szturchnął moje ramię i uśmiechnął się pytająco. Był to Severus poznany w pociągu. Uśmiechnęłam się krzywo i zaczęłam się rozluźniać.
-Jedz bo nie wiadomo jak długo będą nas głodzić przed następnym posiłkiem.- Zażartował, a ja delikatnie się zaśmiałam. Uspokoiło mnie to na tyle, że mogłam zacząć powoli jeść. Rozglądałam się uważnie po innych uczniach, aż dostrzegłam praktycznie białą kite długich włosów. Malfoy…. No tak on jest w slytherinie. Zawsze się tym chwalił, a nawet nie wiem czy nie został ostatnio prefektem. Ehh.. Znowu użeranie się z nim. Popatrzyłam kontem oka na czarnowłosego, który zajadał się. Wyglądał jednak na trochę przygaszonego, wydawał się w pociągu szczęśliwszy.
-Co taki jakiś smutny jesteś?- Zaczepiłam go delikatnie. Podniósł jedną brew do góry i patrzył na mnie lekko zdziwiony.
-Ja? Smutny? To ty przed chwilą miałaś atak paniki..-Przewrócił oczami, więc tym razem ja lekko podniosłam brew.
-Bardzo śmieszne.. Hmmm.. Już wiem, to przez Lily? Przez to, że trafiliście do innych domów.- Czekałam na jego reakcje z wysoko uniesionymi brwiami i małym uśmieszkiem. Na sekundę jego twarz skamieniała, ale szybko się zreflektował.
-Dobrze obserwujesz.-Westchnął.- Po za tym, ty i ta twoja “przyjaciółka” też trafiłyście do skrajnie innych domów.- Zadrwił. Spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Drwij sobie do woli i tak nie ma znaczenia to dla mnie.- Podniosłam głowę wysoko i popatrzyłam się na niego z góry. Wydawało się, że skulił się trochę i odwrócił wzrok. -Mam nadzieję, że jednak będziemy się dogadywać skoro już los nas na siebie skazał.- Uśmiechnęłam się, ponownie rozglądając się po ludziach. Nagle skrzyżowałam wzrok z Lucjuszem i już widziałam jego uśmieszek numer pięć. Wyszła mi żyłka na czole, a widzący to Severus zaczął chichotać.
-Widzę, że znasz się z naszym prefektem.- Nie mógł powstrzymać śmiechu widząc moje zdenerwowanie. -I musisz za nim niezbyt przepadać.- Parsknął. Wywróciłam oczami. Postanowiłam zjeść coś jeszcze, bo jak to czarnowłosy stwierdził nie wiadomo do kiedy będą nas głodzić. Ciekawe jak u Elaine, czy poznała tam miłe osoby… Odwróciłam się by popatrzeć na stół Hufflepuffu, ale niestety nie mogłam znaleźć wzrokiem jej krótkich blond włosów.
-Nie wypatruj jej już tak.- Parsknął ponownie.
-Hmm mogłabym powiedzieć o tobie to samo, myślę, że wypaliłeś jej już dziurę w plecach. Biedna Lily.- Sarknęłam. Już widziałam naburmuszoną minę Severusa, ale nagle Lucjusz wstał, a jedzenie zniknęło.
-Pierwszoroczni! Za mną!- Krzyknął, uśmiechając się tak szeroko, że widać było jego pełne uzębienie. Bleeee. Ten człowiek nie dość, że mnie denerwuje to wręcz obrzydza. Przeszły mnie zimne dreszcze, ale wstałam i razem z czarnookim chłopcem poszliśmy za tłumem. Szkoła była ogromna, niesamowita! Rozglądałam się uważnie, widziałam jak uczniowie rozmawiają i się śmieją, widziałam plotkujące obrazy. Duchy latały nam nad głowami, a my poruszaliśmy się po magicznych schodach, które co chwile zmieniały ustawienie. Oczywiście wyłączyłam się na tyle, że prawie spadłam z tych cudownych schodów. Na moje szczęście Severus miał niezły refleks, złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie, przez co wylądowaliśmy na twardych stopniach.
-Nic ci nie jest?!-Zapytałam lekko zdenerwowana.
-To ja powinienem zadać to pytanie! Uważaj trochę!- Widać było, że delikatnie się wkurzył. -Jak można być tak nieroztropnym.- Ofuknął mnie i pomógł mi wstać.
-Zamyśliłam się tylko. Nic wielkiego. Nie dramatyzuj.- Machnęłam ręką.
-Mogłaś się zabić spadając z takiej wysokości! Nic wielkiego!- Zagotowało się w nim, było to widać na pierwszy rzut oka. -Mogłaś trafić do puchonów z tą swoją psiapsi, albo lepiej! Do gryfonów! Oni są takimi samymi idiotami!- Krzyczał, aż cały nasz rocznik ze slytherinu zaczął się na nas gapić.
-Nawet jeśli bym spadła, to fajna plama by została. Czym się przejmujesz Severusie.- Wzięłam jego dłoń i pociągnęłam, żeby szedł za mną. Byliśmy trochę zbyt bardzo w tyle, więc przyspieszyłam kroku.
-Nie ma co dramatyzować…. To ty prawie spadłaś i rozwaliłaś sobie głowę, a do mnie “nie ma co dramatyzować”... Coś czuję, że to będą ciężkie lata.- Marudził pod nosem, lekko drapiąc się po dużym, orlim nosie.
-Maruda.- Zaśmiałam się, a ten wydawał się lekko rozchmurzyć. Już dotrzymaliśmy kroku naszej grupie, więc wypuściłam jego dłoń.
-A tutaj jest wejście do naszego pokoju wspólnego!- Głośno mówił Lucjusz. Widziałam tylko ścianę, więc zdziwiłam się lekko. -Może teraz to dla was tylko ściana pełna cegieł, ale po wypowiedzeniu hasła zmienia się w tajemne przejście! W tym roku hasło to “Sekret dziedzica”. Zapamiętajcie sobie je dobrze, bo inaczej nie wejdziecie do dormitorium!- Donośny głos arystokraty odbijał się od grubych murów. Prawdopodobnie mimo tego, że my go dobrze i dość głośno słyszymy, nikt z zewnątrz nie słyszy naszych głosów. Malfoy otworzył przejście i zobaczyliśmy dość miły, sporych rozmiarów pokój wspólny. Cały wystrój opierał się na szmaragdowej zieleni, czarnym i srebrnym. Było tu wbrew pozorów bardzo ciepło, cały pokój był owinięty w pewną poświatę. Wszystko dawało taki piękny widok. Czułam się już jak w domu. Severus widząc mój uśmiech szturchnął mnie lekko i puścił mi oczko.
-Szybko ci się tu spodobało. Sam wystrój nie jest zły, ale ja bym zrobił wszystko na czarno. po za tym nie tak sobie wyobrażałem loch, gdzie będzie można torturować małych pierwszaków z innych domów.- Zaśmiał się cicho, a ja mu zawtórowałam. Zdecydowanie trafił idealnie w stereotypy. Chyba nasz prefekt nas usłyszał, bo sam nie mógł powstrzymać śmiechu.
-No dobra dzieciaki! Po prawej macie wejście do dormitorium dziewczyn. Chłopcy nie próbujcie nawet tam wleźć bo te schody nie są po nic. Zafundują wam niezła zjeżdżalnie. Za to wasze dormitoria są po lewej i nie macie aż tylu schodów. Hmm.. Chyba wszystko, jak będziecie mieli jakieś pytania to nie pytajcie mnie. Rozejść się!- Krzyknął, a dzieciaki rozpierzchły się do swoich dormitoriów, zostaliśmy tylko ja, Severus i Lucjusz obserwujący czy nikt nic nie odwala. Nagle odwrócił się na pięcie i przybliżył się bardzo blisko do mojej twarzy.
-Moja ukochana kuzyneczka trafiła do domu węża. Ha! A nie mówiłem.- Szczycił się jakby to była jego zasługa, wyprostował się i wypiął pierś do przodu.
-To rozumiem że jesteście rodziną?- Zapytał zmieszany lekko Severus.
-Nie!!
-Tak!!-Krzyknęliśmy chórem.
-Widzę, że zdania się rozmijają.- Widziałam jak szyderczy uśmiech pojawił się na jego twarzy. -Tylko komu teraz wierzyć, prefektowi czy “koleżance”.- Zaśmiał się w głos, a ja stałam z zniesmaczoną miną.
-Dobra można powiedzieć, że jesteśmy bardzo daleką rodziną. Niestety…
-Ej!- Lucjusz przerwał mi okrzykiem oburzenia. -Jesteś moją ukochaną kuzyneczką, mam zamiar cię tutaj pilnować i wszystko opowiadać cioci Reine. - Przewróciłam oczami.
-Mama i tak ma w dupie twoje czcze gadanie Luci, więc daruj sobie.- Pstryknęłam go w nos.
-Luci? Widzę, że wcale nie jesteście tak daleko od siebie, myślę, że nawet całkiem blisko.- Szydził czarnowłosy. -Nawet wyglądacie łudząco podobnie.- Uśmiechał się diableko pod nosem.
-Severusie błagam cię, jakbym miała mieć taką krzywą twarz jak Malfoyowie to bym naprawdę wolała spaść z tych schodów.- Przewróciłam oczami, a Lucjusz stał obrażony.
-Nie mam krzywej twarzy.- Fuknął. -Widzę, że ci się wyostrzył język księżniczko, coraz lepsza jesteś.- Przebiegły wąż, wie, że nienawidzę jak na mnie tak woła. -W sumie wiedziałem, że tu trafisz odkąd zaczęłaś mówić.
-Lucjuszu Malfoy’u, zamknij swoją paszczę w końcu, bo czuć od ciebie cebulą. Zostawiam was panowie, idę rozpakować moje rzeczy. Skierowałam się szybkim krokiem w stronę swojego dormitorium. Usłyszałam jeszcze jak Lucjusz pyta się Severusa czy faktycznie mu śmierdzi, a czarnowłosy tylko zaczął się śmiać. Weszłam do pokoju i zobaczyłam dwie inne dziewczyny.
-Cześć?- Powiedziałam, a raczej bardziej zapytałam, podnosząc lekko dłoń.
-O witamy ostatnią z watahy, a raczej bardziej to gniazdo węży niż wataha, ale co tam.- Odezwała się dość niska, czarnowłosa dziewczyna. -Jestem Mia Stebbins. - Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do mnie wyciągając dłoń w moją stronę.
-Weridian Blaudeliar.- Przyjęłam dłoń i ciepło się uśmiechnęłam.
-Ja za to jestem Alecto. Alecto Carrow.- Odezwała się rudowłosa dziewczyna przeglądająca się w lustrze.
-Miło mi was poznać dziewczyny.- Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nie było cię dość długo więc zaklepałyśmy już łóżka, twoje jest na samym końcu obok ściany. Wskazała mi moje łóżko, gdzie leżał już mój kufer i klatka z Lokim. Podeszłam tam i powoli zaczęłam rozpakowywać ubrania w ciszy. Hmm.. Ciekawe jak sobie radzi Elaine. Mogłam się Luciego spytać gdzie są dormitoria Puchonów. Fuck. Mam nadzieję, że ma tam miłe osoby. Ehh.. Wypuściłam Lokiego z klatki i kontynuowałam rozpakowywanie.
-Mam nadzieję, że nie będzie wam przeszkadzał kot.- Powiedziałam jakby w eter, nie przerywając czynności, które wykonywałam.
-Dopóki nie będzie chciał zjeść moich szczurów, to nie ma problemu dla mnie.- Odezwała się Carrow, na której ramieniu siedziały trzy białe szczury.
-Dla mnie też.- Zawtórowała jej czarnowłosa. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy wyjmowałam zdjęcie swoje i mam. Muszę pokazać Elai, że zdjęcia się ruszają. Fuknęłam z roześmiania. Wzięłam plan lekcji, z rozpisanymi salami i postanowiłam się rozejrzeć na własną rękę. Wzięłam Lokiego do kaptura mojej szaty i wyszłam, żegnając się z dziewczynami.


Komentarze
Prześlij komentarz