Weridian ☆9
Gdy wyszliśmy z transmutacji, razem z Severusem skierowaliśmy się na dwugodzinne zajęcia zaklęć z krukonami. Były to dość nudne lekcje, szczególnie, że miałam dość dobrze opanowane podstawy. Za to Severus niekoniecznie radził sobie ze wszystkim, wręcz jedno zaklęcie wybuchło mu w twarz. Było to na tyle śmieszne, że zaczęłam się śmiać jak najęta i dostałam książką po głowie. Po zaklęciach skierowałam się wraz z czarnowłosym na Wielka Salę. Severus odnalazł swoją ukochaną rudowłosą Gryfonkę, dosiadła się do nas i przegadali cały obiad. Znudzona, przysłuchiwaniem się rozmowie znajomych oraz przechwałami Luciego, skierowałam się wcześniej do cieplarni, gdzie mieliśmy mieć zajęcia zielarstwa. Gdy dotarłam na miejsce spotkałam opartego o ścianę Jamesa.
-Weria… moglibyśmy później pogadać?- Zapytał zmieszany.
-Nie dziękuję Potter. Nie mamy o czym rozmawiać.- Odpowiedziałam szybko, a chłopak złapał mnie za nadgarstek.
-Puść.- Warknełam ostro, a jego dłoń mocniej zacieśniłą się. Zlustrowałam go wzrokiem i zmrużyłam niebezpiecznie oczy.
-Czego chcesz?- Zapytałam oschle, a on poluzował uścisk. Wyprostowałam się na tyle iż mogłam spoglądać na chłopaka z góry.
-Porozmawiać… Nic więcej. Przecież zawsze byliśmy takimi dobrymi przyjaciółmi, co się stało?- Zapytał zdezorientowany i lekko.. zdenerwowany? Nie mogłam odczytać o co mu chodzi. Moja mina złagodniała.
-James.. Już nigdy nie będzie tak samo jak wcześniej, więc przestań się starać.- Powiedziałam twardo. Było mi źle i przykro, ale wiedziałam, że to nie wypali. Po prostu nasza przyjaźń nie ma przyszłości.
-Błagam….Porozmawiaj….- Rzadko dało się go zobaczyć w takim stanie. Nie miałam serca by mu odmówić.
-Dobrze, ale to będzie koniec wszystkiego co nas łączyło.- Wyrwałam mu dłoń i szybkim krokiem uciekłam do cieplarni. Cała lekcja minęła dość spokojnie, razem z Severusem dyskutowaliśmy na temat roślin potrzebnych do poszczególnych eliksirów i ich zamiennikach. Widziałam raz po raz rzucane przez Pottera i jego paczkę spojrzenia w moją stronę. Starałam się nie zwracać na to zbyt wielkiej uwagi. Po zakończeniu lekcji James udał się na boisko, a ja poszłam za nim. Widziałam jak siada pośrodku zieleni, dokładnie w tym samym miejscu co ja ostatnio. Dołączyłam się do niego i delikatnie oparłam się plecami o jego plecy.
-Dobrze wiesz, że nic nie będzi etakie samo….-Powiedziałam cicho.
-Nie musisz się powtarzać. Czemu miałoby być inaczej?- Zapytał wymachując rękoma do góry. -Dlaczego nie możemy dalej żyć jak brat i siostra?! Dlaczego?!- Zaczął się denerwować i mocno gestykulować.
-Mes...Widzisz jak inni na mnie reagują….Widzisz wzrok swoich “przyjaciół”.... Dobrze wiedziałeś, że jeśli trafię do slytherinu a ty do gryffindoru to koniec z naszą znajomością. Dlaczego chcesz się dalej starać to utrzymać?- Mówiłam spokojnie. Mimo wielkiego bólu serca, wiedziałam, że właśnie tak muszę postąpić. To jedyne wyjście.
-Ale dlaczego…. Przecież nikt nam nie zabroni być przyjaciółmi… A co z Elaine? Też z nią zerwiesz kontakt?! Zostawisz ją samą?!- Chłopak w okularach zasypywał mnie pytaniami, na które dalej nie umiałam odpowiedzieć.
-Nie jest sama… Tak samo jak ty… James.- Odwróciłam się do niego, by spojrzeć w jego brązowe oczy.- To koniec. Nie będziesz już moim młodszym bratem. Nie będę cię więcej wspierać. Nie będę przy tobie w najważniejszych dniach twojego życia. Nie mogę. Tak samo postąpię z Elaine. Ona nie zasługuje na kogoś takiego jak ja…- Dotknęłam dłonią lekko policzek Jamesa, ale ten szybko wstał.
-Czyli chcesz nas zostawić?! To przez niego prawda?! To on ci kazał! Czemu go słuchasz?!- Nagle zaczął krążyć wokół mnie, coraz bardziej zdenerwowany. -To ten dupek, co dopiera się do Lili! To przez niego!- Krzyczał. Wstałam z trawy i popatrzyłam mu głęboko w oczy.
-Jamesie Potter nie wiem nawet o kim mówisz. To tylko moja decyzja i jej nie zmienie! Wiem co robię i wiem, że to najlepsze wyjście!- Wściekłam się, rozpierały mnie negatywne emocje. -NIkt nigdy mną nie manipulował i nigdy nie będzie!- Nie wierzyłam, że uznał mnie za tak słabą.
-Kłamiesz! Dobrze wiem, że ten mało tłustowłosy nietoperz ci kazał to wszystko powiedzieć! Idę się z nim rozmówić!- Wrzeszczał i pobiegł w kierunku błoni. Czy on mówił o Severusie? Muszę biec za nim, na sto procent zrobi coś głupiego. Starałam się dogonić przyjaciela z dzieciństwa, ale było to bardzo ciężkie by nadążyć za nim.
-James!- Krzyknęłam za nim, ale on nie zwracał już na nic uwagi. Nagle przystanął, a ja zdyszana zatrzymałam się parę metrów za nim. Widziałam jak jego pięść zaciska się na różdżce. Nic nie spodziewający się Severus siedział pod drzewem rozmawiając z Lili.
-Nie dość, że Weria to jeszcze Lilii. Nie pozwolę na to.- Słyszałam jak Potter mówił twardo pod nosem do siebie. Szybkim krokiem dotarł do pary przyjaciół spokojnie siedzących na błoniach. Wyciągnął różdżkę w kierunku bladego chłopaka, a ja zaczęłam biec ile sił w nogach. Muszę go powstrzymać! Niestety nie udało mi się dotrzeć na czas, usłyszałam jedynie wykrzyknięte zaklęcie Expulso. Severus z potężną siłą został odepchnięty i wylądował twardo na ziemi. Merlinie! Zaczęłam biec w stronę czarnowłosego chłopaka, który nie ruszał się. Wyprzedziłam Jamesa i padłam przy Severusie. Odwróciłam go na plecy i sprawdziłam czy oddycha. Na szczęście było słychać delikatny oddech. Zobaczyłam tylko jak otwierają się jego onyksowe oczy. Zostałam pociągnięta za ramię do tyłu.
-Zostaw tego śmiecia! To jego wina!- Wykrzykiwał James i zamachnął się by rzucić następne zaklęcie, ale byłam szybsza.
-Avis!- Krzyknęłam, a z mojej różdżki pojawiło się stado ptaków, które zaczęły atakować okularnika. Widziałam zagubienie Lily, jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu. Wstała powoli, widziałam jak bardzo trzepią się jej nogi. Podeszłam do ślizgona, który powoli dochodził do siebie. Pomogłam mu powoli wstać, a Lily podeszła do Pottera i odgoniła ptaki od jego twarzy.
-Wszystko okej? Złamałeś sobie coś? Musimy iść do skrzydła szpitalnego.- Zaczęłam lekko panikować, gdy Severus lekko się zatoczył i chwycił moje ramię.
-Zostaw tego padalca w spokoju! Niech zdechnie!- Słyszałam krzyki James’a jak przez mgłę. Odwróciłam się na sekundę, by ujrzeć rudowłosą uspokajającą gryfona.
-Wszystko jest dobrze… Tylko lekko kręci mi się w głowie...Błagam weź mnie stąd.- Powiedział czarnooki, na co ja pozbierałam jego rzeczy i skierowaliśmy się w stronę Hogwartu. Jednak nie dane było nam do niego dojść, okularnik wyrwał się z objęć zielonookiej gryfonki i zaszarżował w naszą stronę.
-Odsuń się od niego albo ciebie też przeklnę.- Wycedził przez zaciśnięte zęby James. Chłopak skierował różdżkę w naszym kierunku i wykrzyczał -Brachiabindo!
Jeśli nie to, że uczyliśmy się raz o zaklęcia to mogłoby być z nami słabo. W odpowiednim momencie odparowałam zaklęcie. Postanowiłam, że jeśli tak chce się bawić to się oboje bawimy. Wycelowałam w niego różdżkę i cicho wypowiedziałam -Diffindo. Widziałam jak James upada, a jego szata rozrywa się. Lily podbiegła szybkim krokiem do niego. Nie zwracałam już na nich uwagi. Idiota! Bezczelny idiota! Gotowało się we mnie, ale nie to było teraz najważniejsze. Pomogłam Severusowi dojść do pokoju wspólnego, gdzie on mógł na spokojnie opaść do wygodnego fotela.
-Jesteś pewny, że nie chcesz iść do skrzydła szpitalnego?- Zapytałam jeszcze raz z troską. Chłopak jedynie pokiwał przecząco głową. Nagle w drzwiach pokoju wspólnego pojawił się srebrnowłosy wraz ze swoją świtą.
-Severusie! Wszystko dobrze? Kto cię tak urządził?- Doskoczył do pół leżącego chłopca z całą poobijaną twarzą i brudną szatą.
-Gryfon z mojego roku. Jak mu tam było… Potter.- Sarknął zdenerwowany, a oczy Lucjusza zwęziły się.
-Nie dam nikomu pomiatać moimi braćmi i siostrami. U nas się liczy braterstwo i tego będziemy się trzymać.- Powiedział Luci, słychać było w jego głosie stalowe nutki. Położył dłoń na moim ramieniu, wyrywając mnie tym z zamyślenia.
-To przeze mnie James zaatakował Severusa. Próbowałam go powstrzymać, ale nie wiem co mu strzeliło do głowy…- Odwróciłam głowę w bok. Wiedziałam, że to moja wina, ale zarazem byłam tak wściekła na niego.
-Nie ważne. Najważniejsze jest to kto pierwszy wyciągnął różdżkę. Małe lwiątko za to zapłaci. Ja już mu to zapewnie.- Powiedział ostro blondyn, a czarnowłosa piękność, która czaiła się w jego cieniu zawtórowała.
-Tak, tak, damy popalić tym małym tchórzą.- Zachichotała okrutnie, ale mimo strachu wzbudzała zainteresowanie oraz dziwną euforię. Widziałam ją drugi raz już, ale za każdym razem wydaje się piękniejsza. Burza jej czarnych loków spływała delikatnie po jej ramionach. Czarne oczy wpatrywały się w nas z pewny dzikim wyrazem. Budziła niepokój, a zarazem zachwyt. Za nią stała jeszcze jedna dziewczyna, wyglądała na niewiele starszą od mnie. Miała blond włosy z paroma czarnymi pasmami, jej oczy były w kolorze lodu, pięknie połyskiwały dając ciekawy wygląd. Odwróciłam wzrok od kobiet i przyglądnełam się swojemu kuzynowi. Ciekawe co on myśli teraz. Westchnęłam.
-Severusie daj chociaż zaopatrze ci tą ranę na policzku.- Poszłam do swojego pokoju,ale szybko wróciłam wraz z małą apteczką. Zaaplikowałam mu magiczną maść koloru jasnego niebieskiego i przykryłam to małą gazą.
-Za godzinę lub półtorej nie będzie śladu.- Powiedziałam zmęczonym głosem.- Idę się położyć… To był ciężki dzień….- Pomachałam zgrai starszych uczniów oraz uśmiechnęłam się delikatnie do Severusa. Weszłam do pokoju, podeszłam do swojego łóżka i rzuciłam się na nie. Na moje szczęście nie było dziewczyn w pokoju. Cisza i spokój. Jedynie było słychać ciche pomruki śpiącego na poduszce Lokiego. Ten dzień jest do bani. Ta cała szkoła jest do bani. Podniosłam się, wzięłam jedną z książek o czarach i zaczytałam się w nią. Tylko w ich towarzystwie nie muszę nikogo udawać.



Komentarze
Prześlij komentarz