Prolog


    
Historia zaczyna się w miejscu, gdzie żaden mugol nigdy nie był lub był za sprawą swojego nadzwyczajnego dziecka. Dzieci te są obdarzone mocą, która wszyscy nazywają magią. Był to dar, który przytrafił się w rodzinach magicznych jak i niemagicznych, o których wspomniałam już wcześniej. Każde dziecko w dniu swoich jedenastych urodzin dostawało list przez równie niesamowitą sowia pocztę. List ten zawsze nadawany był ze szkoły magii, do której ów dzieci były zapisane. List zapieczętowany był herbem szkoły, czyli godłem, gdzie pośrodku znajdowała się duża litera
H. Oprócz listu, z którego treści  uczniowie dowiadywali się o swoim przyjęciu, dołączony był również spis potrzebnych rzeczy, magicznych przedmiotów, o których istnieniu wiedzieli tylko czarodzieje i czarownice. 

    Dzieci wraz ze swoimi opiekunami wyruszali na Ulicę Pokątną, gdzie to znajdowały się sklepy po lewej jak i prawej stronie drogi. Aby dostać się na tą ulicę  należy wystukać odpowiedni kod różdżką na podwórku za Dziurawym Kotłem. Cegły zaczynają się wówczas rozchodzić i odsłaniają spore przejście. Na Ulicę Pokątna można dotrzeć również dzięki proszkowi Fiuu, jak i poprzez teleportację. Ulica łączy się z ulicą Śmiertelnego Nokturnu. Wydaje się też, że ulica jest w jakiś sposób zabezpieczona magicznie, ponieważ mugole, rzecz jasna, nie mogą dostać się na nią również z powietrza, nie mają jej na mapach, nie mają pojęcia o jej istnieniu, chociaż jest to naprawdę duży obszar.

    Młodzi czarodzieje zazwyczaj na początku udawali się do Banku Gringotta. Był to jedyny znany bank czarodziejów, który prowadził goblin o imieniu Gringott oraz jego pobratymców. Instytucja ta pozwalała na zakładanie swoich własnych skrytek w podziemiach, które stanowiły rodzinne skarbce posiadaczy. Bank był bardzo mocno chronionym miejscem – w podziemiach, najbogatszych skarbców pilnowały prawdziwe smoki. Bank miał w swojej ofercie także zamianę czarodziejskich pieniędzy na mugolskie. Ułatwiało to sprawę rodzinom, które nie znajdowały się w świecie czarodziejów, a także nie posiadały pieniędzy z ich walutą.

    Kiedy kwestia pieniędzy została zakończona, czarodziejskie dzieci udawały się do sklepów w celu zakupienia magicznych przedmiotów z listy. Było ich niezliczenie dużo, jednak nieliczne szczyciły się popularnością. Aby kupić kociołek należało wstąpić do Kotły – wszystkie rozmiary. Był to sklep, który zajmował się sprzedażą różnych rodzajów kociołków. Znajdował się na pierwszym  stanowisku po prawej, od wejścia przez podwórko za Dziurawym Kotłem. Jego właścicielem była Madame Potage. Przyszły uczeń nie musiał się zadręczać myślą, który kociołek będzie miał odpowiednią wielkość, ponieważ na liście jest zapisany rozmiar. Do kociołka następnie należy dokupić odpowiednie składniki na mikstury i eliksiry. Te można znaleźć w Aptece

    Aby zakupić książki, uczniowie udawali się do Esów i Floresów, czyli do księgarni z przeróżnymi magicznymi księgami i podręcznikami. Podobno księgarnia ta powstała na ulicy Pokątnej już w tysiąc czterysta pięćdziesiątego czwartego  roku. Uwierzcie, lub nie, ale tam jest tyle książek, o których moglibyście sobie tylko pomarzyć. Każdy uczeń musiał również posiadać również szatę z herbem swojej szkoły. Tym zajmowała się Madame Malkin w Sklep Madame Malkin. Uczniowie mogli tam kupić dopasowane do siebie szaty tak, że żadne nie była ani za krótka, ani za długa. Oczywiście kogo nie było na nią stać, zapewne korzystał ze starszych modeli swoich braci, bądź sióstr. Z czasem kroje szat różniły się od siebie, głównie kiedy moda na świecie się zmieniała.

    Oczywiście były również inne sklepy jak na przykład te, które zajmowały się hodowlą zwierząt. W Hogwarcie były dozwolone tylko niektóre z nich, więc nie wszystkich ulubieńców mogliśmy zabrać ze sobą. Najlepsze były sowy. Posługiwaliśmy się nimi jak mugolskimi listonoszami. Przesłać można między sobą wiadomości, a nawet paczki i to najróżniejszych rozmiarów, oczywiście nie można było przeciążyć sowę, ponieważ też ma swoje ograniczenia. 

    Można by było wyliczać tych budynków bez liku, bo aż trudno je wszystkie spisać i opisać. Były sklepy z psikusami dla prawdziwych żartownisiów, kawiarnie i lodziarnie. Najlepszą jak dla mnie była Lodziarnia Floriana Fortescue, znajdowała się po północnej stronie ulicy. Prowadził ją Florian Fortescue do tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku. Lodziarnia była małym sklepem z wydzielonym miejscem do siedzenia, gdzie można było w spokoju zjeść zakupione lody.

    Fani quidditcha znaleźć mogli dla siebie swój raj. Był to sklep z markowymi akcesoriami dla graczy. Najbardziej popularne były miotły, a każdy fan marzył, aby polatać na jednym z najnowszych modeli, które wypuszczono na rynek.

    Jednak cóż to za czarodziej bez wspomnianej wcześniej różdżki. Najlepszy sklep firmowy znanej rodziny wytwórców różdżek specjalizującej się w tej działalności od 382 roku przed naszą erą. Zdecydowana większość jedenastoletnich czarodziejów to tam nabywało swoją pierwszą różdżkę, która służyła im później do końca życia. Były to różdżki wykonane z różnych materiałów i z różnymi rdzeniami takimi jak jednorożca, smoka i feniksa. Każda różdżka wyglądała inaczej i miała charakterystyczny wygląd. Moglibyście pomyśleć, że szukanie idealnej dla was różdżki mogłoby zająć wam wieki, a zwłaszcza dla tych co są wybredni. Jednak sprawa była całkiem inna, gdyż to różdżka wybierała was. 

    Sklep był wszechstronny, w powietrzu unosił się kurz. Na wszystkich ścianach znajdowały się pudełka z ów różdżkami. Przy ladzie stała wysoka blondynka. Jej włosy, zawsze ułożone w piękne fale, są w kolorze wypłowiałego siana , oczy są w kolorze jasnego fioletu. Miała ładne, pełne usta. Ubierała się bardzo schludnie i czysto. Jest bardzo blada, odcień jej skóry jest lekko lawendowy, widać na niej jedynie pełno ciemniejszych piegów. Zajmowała się właśnie zakupem swojej pierwszej różdżki, która miała jej wiernie służyć. Kiedy już jej się udało i miała wracać, ktoś wpadł na nią niespodziewanie pośrodku sklepu. Tym kimś była dziewczynka w jej wieku.


Komentarze

Popularne posty