Elaine ☆10
U Gryfonów spędziłam czas do bardzo późnego wieczoru. Dziewczyny zapewne się już martwią. Powinnam wracać. Z jeszcze jeden cel postanowiłam objąć rozmowę z Weridian na temat tej całej sytuacji. Znam opowieść tylko z jednej strony, ale chciałam również poznać ją z drugiej. Udałam się do sypialni, nie obyło się niestety bez komentarzy wszystkich obrazów. Nagle usłyszałam kroki przed sobą, gdzieś w korytarzu. Spanikowana odszukałam kryjówkę, myślałam, że to jakiś nauczyciel, a było już grubo po ciszy nocnej. Skryłam się w zagłębieniu ściany i obserwowałam postać z ukrycia. Był to niski mężczyzna, ubrany w szarawe ubranie robocze. W ręku trzymał latarynkę, którą oświetlał sobie drogę. To był Apollion Pringle. Serce podeszło mi do gardła. Syriusz opowiadał mi o nim i za nic w życiu nie chciałabym spotkać się z nim. Ponoć był bardzo surowy, a dawał jeszcze gorsze kary. Przykleiłam się bardziej do ściany i czekałam aż sobie pójdzie. Minęło dość sporo czasu aż to nastąpiło. Gdy uznałam, że jest wystarczająco bezpiecznie wyszłam i biegnąc na palcach, udałam się do piwnicy. Szybko odszukałam beczki i wystukałam odpowiedni rytm, po czym, przez otwarte drzwi, przeszłam do środka. W końcu odetchnęłam z ulgą. Teraz nie musiałam się niczym martwić. Przeszłam wpierw do salonu, a potem do odpowiedniego dormitorium. Otworzyłam drzwi do pokoju i dostrzegłam, że wszystkie dziewczyny siedzą na łóżkach i jeszcze nie śpią. Jednocześnie spojrzały w moją stronę.
-Gdzie ty łazisz dziewczyno? - Danielle podniosła na mnie głos, jednak uczyniła to w sposób, aby w innych pokojach nie dostrzeżono, że my jeszcze nie śpimy.
-Uspokój się, byłam u Gryfonów. - Odpowiedziałam, kierując się do mojej komody, gdzie trzymałam swoje ubrania. Zaczęłam wybierać piżamę, gdy dziewczyny komentowały moje wieczorne spacery.
-A co było, gdyby Pringle cię złapał? - Zamartwiała się Katie. Na kolanach trzymała Fifi, którego głaskała po futrzastej czuprynce.
-Udało mi się wyjść bez szwanku.
-Spotkałaś go? - Laura powiedziała to tak głośno, że wszystkie jednocześnie ją uciszyłyśmy. Po chwili ciszy, którą poświęciłyśmy, aby nasłuchiwać, czy ktoś aby nie kieruje się do naszej sypialni.
-Tak, nie zorientował się, że ukrywałam się przed nim. - Powiedziałam, przypominając swoje emocje z tamtego momentu.
-Ja bym zemdlała ze strachu. - Powiedziała Laura, upadając teatralnie na swoje łóżko. Zachichotałyśmy. Zaczęłam przebierać się do swojej piżamy, kiedy dziewczyny opowiadały między sobą, co by było gdyby spotkały woźnego. Gdy splątywałam włosy w warkocz, Danielle wyrwała mnie z zamyślenia.
- A co tam u Remusa? - Stanęłam na chwilę. One znowu swoje.
-Dobrze, choć bardziej musieliśmy uspokajać Jamesa. Był cały zdenerwowany. -Opowiadałam im, odgrywając reakcje chłopaka. Gdy powiedziałam im co się wydarzyło, kręciły z niedowierzaniem głowami.
-To tak można? Nikt ich nie przyłapał? - Zapytała Katie, gdy pufek zeskoczył z jej kolan i przeniósł się w objęcia swojej właścicielki.
-Najwidoczniej. Szkoda, że to wszystko tak się potoczyło, ale będę musiała wysłuchać jeszcze tej drugiej strony. - Odpowiedziałam, siedząc po turecku na łóżku.
-A co będzie jeśli James zobaczy ciebie w okolicach Severusa? Nie obawiasz się, że to również uzna za prowokację? -Danielle zapytała, wpatrując się we mnie modrymi oczami.
-Jeśli będzie próbował, to zastosuję taktykę mojej cioci, gdy byłam małym urwisem. - Uśmiechnęłam się na myśl o tym wspomnieniu. Dziewczyny próbowały wyciągnąć ode mnie szczegóły, ale niestety im odmówiłam. Poszłyśmy spać.
Rano obudziłam się dość późno. Szybko zebrałam się na śniadanie i ruszyłam do Wielkiej Sali, gdzie większość uczniów już siedziała przy swoich stołach. Po posiłku miałam zamiar udać się do lochów, aby spotkać się z Weri. Zjadłam szybko swoje płatki, a potem ruszyłam w obranym wcześniej przez siebie kierunku. Ślizgoni nie patrzyli na mnie zbytnio serdecznie, ale się tym nie przejmowałam.
-Szukasz może kogoś? - Zapytał się mnie wysoki chłopak o platynowych włosach. Słyszałam o nim od Melissy, to był Lucjusz Malfoy.
-Tak, wiesz może gdzie znajdę Weridian? - Zapytałam łagodnym tonem, a on posłał mi uśmiech.
-Owszem wiem, gdzie się teraz znajduje. Chodź za mną. - Powiedział po czym skierował się do pustej ściany. - No chodźże. - Ponaglił mnie. Stanęłam ramię w ramię z nim, dziwiąc się lekko, dlaczego tutaj stoimy. -Sekret Dziedzica! - Powiedział donośnym głosem a ściana zaczęła się rozchylać, ukazując wejście do pokoju wspólnego Slytherinu.
-Nie uważasz, że to niemądre wprowadzać mnie tutaj? - Zapytała, gdy wszyscy jego mieszkańcy wpatrywali się we mnie i szeptali coś między sobą. Czułam, że się kurczę.
-Nie obawiaj się. Po lewej stronie jest dormitorium dziewcząt, ja niestety nie mam tam wstępu. - Odpowiedział, nie zmieniając mimiki twarzy. To było dość dziwne. Ruszyłam we wskazanym przez chłopaka kierunku i przeszłam przez osobne drzwi. Kierując się przed siebie pukałam po kolei w drzwi, aż znalazłam te odpowiednie. Dostrzegłam Lokiego na wybrzuszeniu, zakrytym kołdrą.
-Weri? - Zapytałam wchodząc niepewnie do środka. Dziewczyna momentalnie wstała, zrzucając pościel na swojego kota.
-Elai? Co ty tu u diaska robisz? - Zapytała, wpatrując się we mnie. Miała podkrążone oczy, co sugerowała, że nie spała tej nocy najlepiej.
-Chciałam z tobą pogadać, ale nie widziałam cię na śniadaniu. Co jest grane? - Zapytałam, kładąc jej rękę na ramieniu.
-Nic co miałoby cię martwić. - Odpowiedziała, wracając do łóżka.
-Jeśli chodzi o tą wczorajszą sytuację z Severusem i Jamesem, to znam szczegóły, ale chciałabym również poznać całą prawdę od ciebie. - Powiedziałam siadając obok niej. Ona tylko obróciła się na plecy i zaczęła mi się zwierzać. Gdy skończyłam, stwierdziłam, że mówiła to samo co James, tylko spokojniej.
-Elai, jeśli chodzi o nas… - Powiedziała siadając i spoglądając mi prosto w oczy. - My również nie powinnyśmy się zadawać.
-Weri, co ty pleciesz… - Nie było mi dane dokończyć, bo dziewczyna przerwała mi ruchem ręki.
-Proszę, nie utrudniaj tego. Robię to dla twojego i innych dobra. A teraz proszę wyjdź i zostaw mnie.
-Weri, proszę cię….
-Rozumiesz? WYJDŹ. - Poczułam, jakby coś mnie ukłuło. Nie było to najlepsze uczucie, ale postanowiłam się jej już nie sprzeciwiać. Wstałam bez słowa i udałam się do wyjścia. Przechodząc przez salon, Severus chciał do mnie zagadać, ale zignorowałam go i przyspieszyłam kroku. Chciałam się wydostać stamtąd jak najszybciej. Wyszłam przez otwór i zaczęłam szybko iść przed siebie. Łzy napływały mi do oczu. Dlaczego ona tego chciała? Pytania kłębiły się w mojej głowie. Zaczęłam biec, by jak najszybciej dostać się do swojego dormitorium. Miałam zamiar spędzić tam cały dzień. Biegłam dalej, a za sobą usłyszałam nawoływanie czarnowłosego. Nie zważałam na niego i nie zwalniałam. Wtem dostrzegłam przed sobą znane trio - Jamesa, Remusa i Syriusza. Zwolniłam kawałek przed nimi. Chwilę za mną pojawił się Severus.
-Elaine, czemu uciekłaś? Możemy porozmawiać? - Powiedział a po chwili obok nas pojawił się James, który był czerwony jak burak.
-Odsuń. Się. Od. Niej. - Wycedził przez zęby w kierunku chłopaka. Widziałam jak sięga po różdżkę, ale powstrzymałam go.
-Idziemy.- Powiedziałam do Jamesa i ruszyłam razem z nim w kierunku pozostałych przyjaciół, którzy przypatrywali się całej scenie. Nagle James odwrócił się w kierunku Snape’a, ale wyrwałam mu różdżkę, chwyciłam go za ucho i pociągnęłam w obranym przeze mnie kierunku.
-Elai, AU. Puść mnie, AUA. Dziewczyno, no, AUĆ. - Wył przez całą drogę, aż dotarliśmy do mojego dormitorium.
-Teraz mogę ci dać spokój. - Powiedziałam, uwalniając go z uścisku i oddałam mu różdżkę.
-Dlaczego płakałaś? To przez tego Smarkerusa? - Powiedział, gotów odnaleźć chłopaka. powstrzymałam go po raz kolejny.
-Nie. To nie jego wina. Płakała bo… Weridian….
-Ah, rozumiem. Zerwała z tobą przyjaźń? - Powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku. - Mówiła mi, że to zrobi.
-Ale dlaczego? - Zapytałam skołowana. Nie wiedziałam, co mam robić. Chłopak położył mi jednak rękę na ramieniu, po czym mnie pocieszył.
-Ze mną też tak zerwała przyjaźń jak wiesz. Może to nie przypadek? Nie martw się, wszystko jakoś się ułoży. - Otarł łzę z mojego policzka. Uśmiechnęłam się smutno i odwróciłam w stronę beczki. Wystukałem rytm i zaprosiłam Gryfonów do środka. Oni ochocze weszli przez otwór i ruszyli przed siebie korytarzem. Usiedliśmy razem w pokoju wspólnym, wokół kominka i rozmawialiśmy o różnych przygodach z naszego życia, choć o bardziej chłopcy przejęli pałeczkę.
-A co to się wyrabia?! - Melissa ruszyła w naszym kierunku. - Co robią tutaj ci uczniowie z Gryffindoru? - Rzuciła mi oskarżające spojrzenie.
-Ja ich zaprosiłam. Wspierali mnie w trudnej chwili i chciałam im za to podziękować. - Odpowiedziałam dziewczynie.
-Wiesz, że uczniowie z innych domów nie mają wstępu do czyiś dormitoriów.
-Tak wiem. To tylko jednorazowa sytuacja. - Odpowiedziałam pełna skruchy. Dziewczyna poprosiła mnie i chłopaków, abyśmy spędzali “nasz wspólny czas” gdzie indziej. Postanowiliśmy pójść na spacer. Syriusz postanowił stanąć na czele wycieczki i poprowadził nas nad jezioro. Był jeszcze ciepły okres, a nad jeziorem przyjemnie się siedziało. Oglądaliśmy przyrodę i kontynuowaliśmy przerwaną nam rozmowę.

Komentarze
Prześlij komentarz