Elaine ☆8

 




    Podczas lekcji transmutacji nauczycielka opowiadała nam wstępem o tym rodzaju magii. Na szczęście była to pierwsza nasza lekcja z nią, więc nie zadała nam dużo na następną lekcję. Zauważyłam, że jako jedyna siedziałam wśród ślizgonów. Może to ze względu, że uczniowie między sobą się nie znali lub, co gorsza, jedni z nich udawali się lepszych od drugich.

Profesor McGonagall przedstawiała nam przykładowe zaklęcia transmutacji, na szczęście tylko na przedmiotach codziennego użytku. Notowałam wszystko starannie. Od czasu do czasu spoglądałam w stronę Weridian i dostrzegałam, że albo rysowała w swoim zeszycie, albo rozmawiała szeptem z Severusem. To drugie zawsze kończyło się upomnieniem ze strony nauczycielki. Była dość surowa, jednak nie tak, żeby dawać jakieś kary. Kiedy upomniała ich ostatni raz, odjęła ich domowi pięć punktów, które były ostrzeżeniem. Spojrzałam na nią po raz kolejny i siedziała już cicho, notując bądź rysując jakieś kreatury w swoim zeszycie. Lekcja zakończyła się dzwonkiem. Spakowałam wszystkie książki, pożegnałam się z Weri i udałam się do wyjścia, odszukując swoich przyjaciółek z wspólnego domu. Czekały na mnie zaraz za drzwiami.

-Co teraz mamy? - Zapytałam, kiedy szłyśmy korytarzem.

-Lekcja latania. Musimy udać się na dziedziniec. - Odpowiedziała Laura, zwijając pergamin z zapisanym planem lekcji. Ruszyłyśmy na plac, gdzie powoli zbierali się uczniowie na następną lekcję.

-Z kim mamy? - Zapytałam, gdy dostrzegłam wysokiego Remusa, który wystawał głową ponad tłum. Gdy mnie dostrzegł, uśmiechnął się i mi pomachał. Odmachałam mu, a dziewczyny zaczęły chichotać.

-Oj Elai, już masz adoratora. - Katie o mało nie turlała się ze śmiechu.

-Remus to mój przyjaciel. - Odpowiedziałam, nie zważając na ich zaczepki.

-Przyjaciel, mhm. - Powiedziała, a ja ignorując to ruszyłam przez tłum dzieciaków z drugiego domu. Przeciskałam się, aż wpadłam na wysokiego chłopaka.

-Hej - Powiedziałam, spoglądając ku górze.

-Cześć. Jak przed pierwszą lekcją latania? Siedziałaś kiedyś na miotle? - Dodał widząc moją zakłopotaną minę.

-Szczerze? To nigdy nie latałam. Żyłam wśród mugoli. Tam jedynie lata się samolotami, helikopterami… - Nie dał mi dokończyć, bo od razu mi przerwał.

-Wiem, znam się nieco na tamtejszym życiu. Moja mama pochodziła z mugolskiej rodziny. - Wyznał, nie spuszczając ze mnie oczu.

-Remus, z kim ty tyle opowia… o! James! - Syriusz zaczął nawoływać przyjaciela, gdy tylko dostrzegł mnie obok chłopaka z bliznami. Po chwili obaj byli już obok nas.

-Cześć chłopaki. - Powiedziałam, gdy zobaczyli, że szczerzą się do mnie jak głupi do sera.

-Miło widzieć naszą najdroższą przyjaciółkę.- Powiedział James, a ja poczułam chęć zripostowania jego słów.

-A więc Lily nie jest ci najdroższą przyjaciółką? - Zapytałam, unosząc jedną brew do góry.

-Co ja? - Zapytała rudowłosa dziewczyna pojawiając się znikąd obok nas. James’owi mina zbladła, sądząc, że ona usłyszała ten fragment rozmowy. 

-Tak tylko mówiłam chłopakom, że mają szczęście, że trafiłaś razem z nimi do Gryffindoru. - Powiedziałam, ratując chłopaka z opresji. Na twarzy pojawił się promienny uśmiech. Po chwili na dziedziniec weszła kobieta o krótkich, szarych włosach, które sterczały jej na wszystkie strony. Charakterystyczne u niej było to, że miała przykuwający, żółty kolor oczu. Ubrana była w białą koszulę i czarny krawat z herbem Hogwartu oraz czarny płaszcz. Ustawiła miotły a ziemi w równych odstępach. 

-To Madame Hooch.  - Odpowiedział James, spoglądając na kobietę z zachwytem. - Jest naprawdę dobra w quidditchu, a jeszcze lepiej w nim sędziuje. - Powiedział nie spuszczając z niej wzroku.

-Dobrze, ustawcie się po lewej stronie miotły! - Zakomendowała kobieta. Miała stanowczy głos. Spoglądała na wszystkich, czy odpowiednio wykonali jej zadanie. Ustawiłam się przy miotle między Lily, a Remusem. W duchu modliłam się, żeby podczas latania nie spaść z tego magicznego przedmiotu. - Wyciągnijcie przed siebie prawą rękę i krzyknijcie Do mnie! w stronę miotły. No, żwawo! - Wykonałam to co poleciła. Niektórym udawało się złapać miotłę za pierwszym razem. Gdy po raz kolejny mówiłam komendę, byłam już zdenerwowana. Powiedziałam te dwa słowa z niemalże gniewem w głosie, a trzonek miotły momentalnie znalazł się w mojej dłoni. Uśmiechnęłam się do siebie. Następnie mieliśmy się usiąść na nie,odbić w górę, utrzymać się w powietrzu przez kilka sekund i wylądować, pochylając się do przodu. Podczas, gdy uniosłam się, nawet te kilka centymetrów nad ziemią, byłam zachwycona. Będę musiała napisać o tym mojej cioci w liście. Po skończonej lekcji, Remus złapał mnie za rękę i powstrzymał przed udaniem się, gdziekolwiek.

-Dzisiejsze spotkanie, aktualne? - Zapytał, trzymając mnie dalej.

-Jasne. Pojawię się o umówionej porze.

- Świetnie. - Odpowiedział z uśmiechem i ucałował mnie w policzek, po czym ruszył w swoją stronę. Odwróciłam się i czułam, że policzki zaczynają mnie piec. Dostrzegłam, że dziewczyny już spoglądają na mnie z tym samym wzrokiem, co nie wróżyło nic dobrego.

-Jedno słowo. - Uprzedziłam, gdy Laura miała coś powiedzieć w moją stronę. Po chwili we trójkę wybuchły chórem.

-Zakochana para, Remus i Elaine! -Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Ciekawe ile to jeszcze potrwa zanim dadzą mi spokój.

-Jeśli wam się nudzi, to zajmijcie się lepiej szukaniem drogi do sali od eliksirów. - Powiedziałam z dezaprobatą.

-Czyżby ktoś się zgubił? - Powiedział za nami chłopak. Odwróciłam się i dostrzegłam Syriusza, który szczerzy się do mnie. Po chwili ktoś przerzucił mi rękę przez ramię. To był James.

-Okazuje się, że mamy teraz z wami eliksiry w tych ślizgońskich lochach. - Mówiąc to zrobił gest obrzydzenia. -Z nami żaden ślizgon wam nie groźny. - Powiedział wypinając dumnie pierś.

-W przeciwieństwie do ciebie, mam znajomości w Slytherinie. - Odpowiedziałam, na co on wywrócił oczami.

-James daj jej spokój. - Powiedział Remus i objął mnie za ramię. Wtuliłam się w niego w momencie, gdy przez korytarz zawiał zimniejszy wiatr.

-Elaine - Zwróciła się do mnie Laura, a ja dostrzegłam jak porusza znacząco brwiami. Po chwili Remus zaczął się śmiać. 

-Co cię tak bawi? - Zapytałam, patrząc w górę.

-Twoje przyjaciółki, które ci zazdroszczą. - Odpowiedział, a ja usłyszałam odgłosy oburzenia ze strony dziewczyn. Postanowiłam kontynuować, korzystając z ich broni.

-Na pewno, już jakiś czas nie dają mi spokoju. - Powiedziałam i usłyszałam jak powietrze świszczało, gdy one je wciągnęły. - Wybuchnęliśmy śmiechem i ruszyliśmy we dwójkę do lochów. 

W klasie usiadłam obok chłopaka, a obok mnie usiadła Lily z Jamesem. Do pomieszczania spiesznym krokiem wpadł człowiek niskiego wzrostu z krótkimi nogami i dość dużym brzuchem. Ubrany był w strój z jedwabiu oraz charakterystyczną jest jego kamizelka z ciemno złotymi guzikami.

-Witajcie uczniowie. Nazywam się Horacy Slughorn. Będę uczył was eliksirów w tej oto sali, w której się znajdujemy. - Mężczyzna opowiadał dalej o wstępie do przedmiotu, co będziemy przerabiać et cetera. Pokazał nam kilka fascynujących eliksirów, o których istnieniu nawet bym nie pomyślała. 

Po zajęciach udałam się do Wielkiej Sali, aby zjeść przygotowany obiad, a następnie udać się na kolejne zajęcia. Przy stole obok mnie usiadły kolejno Laura, Danielle i Katie. Przeprosiły mnie za te wybryki i obiecały powstrzymać się od kolejnych takich komentarzy. Późniejsze lekcje minęły nam zadziwiająco szybko. Kiedy minęła ostatnia, czyli  historia magii, którą miałyśmy z uczniami z Ravenclaw, udałam się na dziedziniec, aby spotkać się z Remusem. Zjawił się chwilę po mnie. Usiedliśmy pod ogromnym i starym drzewem, kładąc obok siebie torby.

-Jak minął ci pierwszy dzień? - Zapytał chłopak.

-Całkiem znośnie, choć przypuszczałam, że niektóre lekcje będą ciekawsze.

-Wszystko rozkręci się w swoim czasie. - Odpowiedział z uśmiechem na ustach.

-Jak udało ci się wymknąć tutaj bez tej dwójki? - Zapytałam, mając na myśli Jamesa i Syriusza.

-Powiedziałem, że idę do biblioteki. Mam nadzieję, że przez jakiś czas będą siedzieć w wieży i nie będą mieli zamiaru mi przeszkadzać.

 - Czy ktoś nas obgaduje? - Usłyszeliśmy głos jednak nie widzieliśmy jego właściciela. - Na górze. - Spojrzeliśmy na koronę drzewa. Syriusz patrzył na nas opierając głowę na swoich dłoniach. - Jak wy słodko wyglądacie.

-No i wykrakałem. -Powiedział Remus. Syriusz schodząc z drzewa spadł, nie robiąc sobie na szczęście krzywdy.

-Elai? A może chcesz, żeby twój Romeo - Spojrzał na Remusa, który chciał go zamordować za to porównanie. - Zaprowadził cię do naszego dormitorium?

-Uważam, że Elai ma inne, ciekawsze rzeczy do roboty niż zwiedzanie naszego pokoju wspólnego. - Remus gniewnie powiedział.

-A ja uważam, że to dobry pomysł. - Odparłam, a Syriusz aż klasnął w dłonie. Remus pomógł mi wstać i udaliśmy się do pokoju Gryffindoru. 

-Jeśli będziesz miała jakieś żale, niepowodzenia, będziesz chciała się wygadać - Zapraszamy! - Odparł Syriusz, gdy doszliśmy do portretu Grubej Damy.

-Godryk! -Odparł Remus.

-No jak nie jeden, to wy kolejni. Sprowadzacie tu co chwilę to nowsze panny. - Odparła Dama i przepuściła nas przez otwór, który odsłoniła. Pokój wspólny był okrągłym, przytulnym pomieszczeniem, o pomalowanych na czerwono ścianach. W pokoju znajdowało się wiele miękkich, wysiedzianych foteli oraz koślawych stolików, przy których uczniowie rozmawiali ze sobą oraz odrabiali prace domowe. W pomieszczeniu znajdował się kominek, w którym płonął ogień. Ściany były dodatkowo pokryte czerwonymi gobelinami. W pokoju znajdowała się także tablica ogłoszeń. Na końcu pokoju znajdowały się dwie pary drzwi, z których jedne prowadziły na schody wiodące do dormitorium dziewczyn, a drugie do dormitorium chłopców. Tam właśnie się udaliśmy.

-Co miała na myśli Dama? - Zapytałam, gdy szliśmy po schodach.

-Nic takiego. James wczoraj przyprowadził tutaj tą twoją przyjaciółkę, Weridian. -Spojrzałam na Syriusza, a potem na Remusa, który kiwnąłmi potwierdzająco głową. -Nic ci nie mówiła?

-Nie miałyśmy okazji, aby o tym pogadać. - Odpowiedziałam zmieszana. W pokoju chłopców, słońce przedostawało się przez lekko przysłonięte zasłony. Na jednym z łóżek siedział Peter, który nawet nie spojrzał i nie przywitał się ze mną. Remus zaprosił mnie na jedno z łóżek, które okazało się należeć do niego samego. Postawiłam torbę na ziemi obok nogi mebla, i usiadłam. Po chwili do pomieszczenia wparował James.

-Coś się stało? - Zapytałam, widząc, że chłopak jest zdenerwowany.

-TAK! - Wybuchł nagle aż podskoczyłam na miejscu. -Weridan się stała! - Pokazał mi rozerwaną szatę. Nie spodziewałam się, że mogłaby być do tego zdolna.

-Jesteś pewien, że to ona? - Zapytałam na spokojnie, biorąc od chłopaka materiał. Na szczęście dziura powstała na szwie, zatem zabrałam się od razu do szycia. “Mini zestaw ratunkowy” spakowałam do torby rano, więc od razu go wyjęłam i zabrałam się do roboty. W międzyczasie James opowiadał niestworzone historie, z których, jakby je zapisywać, powstałby całkiem dobry film. Po kilku minutach szata była jak nowa, a James lekko się rozchmurzył.

Komentarze

Popularne posty