Weridian ☆15
-Co zrobiłeś LUCJUSZU?!- Krzyczałam wymachując rękoma. Wszyscy uczniowie znajdujący się w pokoju wspólnym, właśnie wgapiali się w tą niezwykłą scenę. Sam Lucjusz Malfoy dostaje opieprz od małej dziewczynki. Jednak wróćmy do początku tego koszmarnego dnia.
Elaine chodziła już parę dni do szkoły, na szczęście nic jej nie było, ani nie dowiedziała się o moich wizytach u niej. Ja za to chodziłam strasznie struta. Musiałam się dowiedzieć wszelkimi sposobami kto jej to zrobił. Lucjusz nie był zbyt pomocny, Severus jak zawsze zajęty był jesienią swojego serca. Błąkałam się po zamku i posłuchiwałam rozmowy uczniów by czegoś się dowiedzieć. Obserwowałam bacznie poczynania Elaine i złotej trójcy...lub czwórcy? Chyba ten szczurzy chłopak bardzo chce by święci gryfoni go polubili. Żałosne. Udało nawet mi się podsłuchać rozmowy młodego Blacka z Mesem… To znaczy Potterem! Muszę przestać myśleć o nim jak o bracie. Mimo wszystko ta rozmowa nie dała mi nic oprócz głupich podejrzeń Jamesa na temat Severusa. Czy on musi być takim idiotą!? Jednak jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Dość nietypowe zachowanie Luciego. Książe Malfoy chodził jak z głową w chmurach. Na początku myślałam, że może Narcyza w końcu dała mu kosza, ale to było co innego. Widziałam jak gapi się zamyślonym wzrokiem na stół Hufflepuffu, co było do niego niezbyt podobne. Jak on to zawsze twierdził: “Puchoni to zwykli zdrajcy krwi i ciepłe kluchy.”, więc było to nad wyraz dziwne. Co on kombinuje w tym pustym tlenionym łebie…. Spędziłam tak cały dzień zastanawiając się o co chodzi temu gamoniowi. Odpowiedź nadeszła wraz z posiłkiem. Na obiadokolacji widziałam gdzie non stop zerka. Jego wzrok idealnie padał na Elaine. Jeśli to on zrobił to przysięgam, że go zabije własnymi rękoma. Nie będę mieć dla tej fretki litości. Po skończonym posiłku dostaliśmy się do pokoju wspólnego gdzie siłą wydusiłam z niego informacje.
-Będę uczyć Elaine jak się bronić…- Powiedział cicho.
-Co?!- Podniosłam głos. Ten od razu zaczął mnie uciszać.
-Dałem jej karteczkę z ustalonym spotkaniem na naukę pojedynków. Dziewczyna musi się umieć bronić. Szczególnie, że widzę ile znaczy dla ciebie to dziewczę.- Powiedział wręcz szeptem i właśnie w tym momencie doszliśmy do początku historii.
-CO ZROBIŁEŚ LUCJUSZU?!- Wybuchłam gniewem jakiego nikt jeszcze nie widział.
-Ludzie się gapią.- Wycedził Luci próbując załagodzić mój płonący gniew, ale jedynie dolał oliwy do ognia.
-LUCJUSZ LIONELU MALFOY JESTEŚ PIEPRZONYM IDIOTĄ!!- Krzyczałam coraz bardziej wściekła. -Nie obchodzi mnie czy się gapią! Obchodzi mnie to jak można być takim bezmózgiem!- Wymachiwałam rękoma w górę, przy okazji jeden z pierwszaków prawie dostał rykoszetem.
-Ciiii… Błagam cię nie rób z tego takiej afery. Chciałem ci pomóc. Przecież nie jestem ślepy! Zależy ci na niej!- Platynowłosy sam się zdenerwował i coraz bardziej podnosił głos.
-Nie twoje sprawa czy mi na niej zależy! Nie mieszaj się w rzeczy, które cię NIE DOTYCZĄ!- Mój gniew zmienił się w furię. Wyciągnęłam różdżkę z rękawa i zaczęłam nią grozić starszemu chłopakowi. -Ty przemądrzały dupku! Nie chcę twojej pomocy! NIe chcę nikogo pomocy!- Z moich oczu poleciały łzy, a z końcówki różdżki leciały pojedyncze iskry. Nagle położył ktoś dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się na pięcie i przytknęłam kawałek drewna do krtani tajemniczej osobowości. Był to lekko przerażony czarnowłosy chłopak.
-Severus…- Gdy zobaczyłam jego wielkie czarne oczy mój gniew od razu zelżał i zmienił się w bezradność. Schowałam różdżkę i przytuliłam delikatnie do obejmującego mnie już chłopaka. Otarłam łzy, wyślizgnęłam się z uścisku czarnookiego oraz skierowałam wzrok na starszego blondyna.
-Powiedziana obietnica nie może być cofnięta. Jednak stawiam jeden warunek. Pomogę ci ją szkolić.- Powiedziałam twardo. Mój głos był zimny przeniknięty stalowymi nutkami. Przestraszony Lucjusz pokiwał tylko głową na zgodę, podając mi prawdopodobnie taką samą karteczkę jak Elaine. Przeczytałam dokładnie. Treść papierku mówiła, że ‘spotkanie’ odbędzie się jutro na błoniach. Ciekawe czy weźmie te swoje psiapsiółeczki… Odwróciłam od Malfoya, który tylko wypuścił ciężko powietrze z płuc i skierowałam się do pokoju. Widziałam tylko kątem oka, że Lucjusz przybrał ponownie maskę księcia Slytherinu oraz zmroził wszystkich gapiów wzrokiem. Szybkimi susami przedostałam się do pokoju i z impetem otwarłam drzwi. Widziałam tylko przerażone oczy dziewczyn.
-Eee co się stało Weridian?- Zapytała Alecto niepewnie, a ja zmroziłam ją spojrzeniem na co rudowłosa zbladła.
-Lucjusz Malfoy się stał! Ten idiota jak zawsze wszystko psuje!- Krzyknęłam wściekła na bezbronne dziewczyny, które szybko wróciły do tego co robiły i nie zadawały zbędnych pytań więcej.
Ta noc była nad wyraz ciężka. Wszyscy myśleli, że nie da być się bardziej wściekłym oraz zabójczym niż ja wczoraj i tutaj się mylili. Rano wyglądałam jakby mi piorun strzelił we włosy, a mój wzrok przypominał o najgorszych szalonych zabójcach. Wszyscy uczniowie schodzili mi z drogi, nawet siódmoroczni byli przerażeni na mój widok. Gdy weszłam do Wielkiej Sali wszyscy nagle ucichli, a ja czułam na sobie wzrok gapiów. Usiadłam obok Severusa, który już chciał uciekać kiedy się do niego sadystycznie uśmiechnęłam.
-Ten dzień będzie najgorszym w historii Hogwartu.- Wycedziłam przez zaciśnięte zęby w stronę platynowłosego. Był bledszy niż zwykle, nie sądziłam, że tak się nawet da. Lekko zieleniał na widok mojej miny i szybko spuścił wzrok na swój talerz. Jedyną osobą, która nie była przerażona moim dzisiejszym humorem była czarnowłosa piękność. Bellatrix Black wydawała się napawać moim dzisiejszym humorem, chyba byłam dla niej atrakcyjna w takim wydaniu. Po szybko zjedzonym śniadaniu i przestraszeniu paru piątoklasistów z Gryffindoru, poszłam troszkę się ogarnąć. Gdy układałam włosy mój jakże sadystyczny nastrój zelżał, przez co poczułam lekki smutek.
Wyszłam już w perfekcyjnym wydaniu na błonia. Podążał za mną Lucjusz oraz Loki. Oboje wyglądali na troszkę zaniepokojonych moją poranną przemianą w potwora. Usiadłam pod jednym z drzew nad brzegiem jeziora, czarny kociak usiadł mi na kolanach, a blondyn stał oparty o pień drzewa. Widocznie wypatrywał młode puchonki. Gdy cztery radosne dziewczęta pojawiły się na horyzoncie, książę Slytherinu pomachał im by przyszły bliżej. Wtedy wyłoniłam się zza pleców Luciego, a dziewczyny lekko się speszyły pod moim ostrym wzrokiem. Podniosłam wysoko podbródek i wypuściłam kota z ramion.
-Weria!- Oczy Elaine się zaświeciły jasno, ale ja tylko zlustrowałam ją spojrzeniem.
-Keegan.- Odpowiedziałam lodowatym głosem. -Widzę, że się poczwożyłaś im więcej puchonów do nauki tym więcej marnotrawstwa mojego cennego czasu.- Prychnęłam arogancko.
-Nie przejmujcie się nią, wstała w wybornie kiepskim humorze. Nazywam się Lucjusz Malfoy, ale wy pewnie to już wiecie.- Zarzucił swoimi długimi włosami, a ja jedynie przewróciłam oczami.
-Weridian Blaudeliar jestem z waszego rocznika.- Spoglądałam na nie z góry, uważnie przypatrując się każdej.
-Laura Price.- Wyciągnęła rękę do mnie i Lucjusza. Była dość niska o kiepsko układających się brązowych włosach. Przyjęłam rękę wielkim niesmakiem, przez co wysoki chłopak szturchnął mnie w ramię.
-Katie Hicks.- Uśmiechnęła się czarnoskóra dziewczyna. Mocno się wyróżniała na tle niesamowicie zlewających się puchonów, szczególnie, że była praktycznie mojego wzrostu. Potrząsnęłam jej wyciągniętą dłoń.
-Danielle Gregory- Powiedziała nieśmiało ostatnia z dziewcząt. Jej ogniste włosy przypominały mi o Lily Evans. Są nawet podobne, delikatnie uścisnęłam rękę przestraszonej dziewczyny.
-Zaczynamy czy patrzymy się na siebie?- Zapytałam z przekąsem, a puchonki się zmieszały.
-Zacznijmy. Na sam początek nauczymy was parę pozycji obronnych i zaklęć odbijających. Później będziemy mogli przejść do ciekawszych praktyk.- Lucjusz uśmiechnął się mrocznie w moją stronę. Odrzucił na bok długą szmaragdową szatę, stanął ubrany w obcisłe czarne jeansy, nieskazitelnie białą koszulę i rozwiązany krawat w barwach Slytherinu. Poszłam za jego przykładem ściągając szatę wierzchnią w kolorzę jasnych wrzosów. Pod spodem także miałam dopasowane czarne spodnie, lekko rozwiązany krawat w barwach mojego domu oraz w przeciwieństwie do Lucjusza, czarną koszulę. W malutką kieszeń na piersi miałam wetknięty fiołek. Luci i ja związaliśmy włosy w kucyk i poleciliśmy by dziewczyny, jeśli mają na tyle długie włosy też to zrobiły.


Komentarze
Prześlij komentarz