Weridian ☆17




Byłam zła… Nie to kiepskie słowo by opisać to co czułam. Byłam wściekła. Na siebie…. Na Lucjusza…. Na Bellatrix… Po tym jak Elaine praktycznie, że uciekła,  wręcz rzuciłam się na Lucjusza z różdżką. 

-Wtrąć się jeszcze raz w moje sprawy, a stracisz kawałek swojej wylalanej twarzy.- Warknęłam i ściągnęłam kawałek drewna z jego szyi. Blondyn stał dalej w jednym miejscu, wydawał się przerażony. Za to czarnowłosa piękność śmiała się, widocznie zadowolona z obrotu spraw. -A ty!- Skierowałam się w jej stronę i przytknełam różdżkę do jej krtani. -Co cię tak bawi?! Myślisz, że to zabawne?! Jesteście oboję chorzy!- Wykrzyczałam te słowa i uciekłam w stronę bijącej wierzby. Tutaj i tak nie przyjdą. Nienawidzę ich! Nienawidzę siebie… Elaine w końcu też mnie nienawidzi… Myśli, że wciągnęłam ją w jakieś gierki… Że skrzywdziłam ją…. Stanęłam w bezpiecznej odległości od bijącej wierzby. Podobno pod jej korzeniami jest jedno z tych tajemnych przejść. Ciekawe czy to prawda… Najwyżej tego nie przeżyje i będzie spokój. Pobiegłam szybkim krokiem, prosto w korzenie drzewa i wpadłam do jakiejś dziury. Okazało się, że plotka o tajnym tunelu to jednak prawda. Szłam zgięta przed siebie, aż zobaczyłam deski. Naparłam na nie dłońmi, a te zatrzeszczały i się otwarła klapa w podłodzę. Kurz się podniósł, a ja zaczęłam się krztusić. Gdzie jestem? Rozglądałam się uważnie, wyglądało na to, że znalazłam jakąś starą opuszczoną chatkę. Były tu dwa małe pomieszczenia i schody na górę. W największym z pokoi była stara kanapa, pianino oraz drewniane łóżko z postrzępionymi kotarami. Podłoga straszliwie skrzypiała przy każdym kroku. Wyszłam na górne piętro i zobaczyłam dziurę w dachu. Wyjrzałam przez brudne okna i ujrzałam piękny widok na las i łąki. Do oczu napłynęły mi łzy, usiadłam pod tym oknem i skuliłam się. Czemu wszyscy nie mogą mnie zostawić w spokoju?! Czemu się starają dla mnie?! Przecież jestem nikim… Ona nie zasługuję na kogoś takiego jak ja, niech Lucjusz sobie to w końcu przyswoi! Przynajmniej ona już w ogóle nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego… Elaine…. Jestem potworem prawda? Zły charakter w każdej historii.. Heh… 

-Czemu musiałam być taka jaka jestem…..- Westchnęłam ciężko. Serce mi kołatało jak młotem w piersi. Trzęsłam się z nerwów, a nierówny oddech nie pomagał w uspokajaniu się. Jedyne czego się bałam to tego by nie dostać ataku astmy. Zaczęłam się podnosić z ziemi. Wydech, wdech, wydech, wdech. Zaczynałam się powoli uspokajać. Zjechałam do pozycji leżącej i z rozłożonymi ramionami, zastanawiałam się czemu jestem taka a nie inna.

-Czemu jestem taką mazgają? Skupiam się za bardzo na sobie… Jak zawsze… Krzywdzę przez to ludzi dookoła, a tego nigdy nie chciałam… Tego próbowałam uniknąć.- Westchnęłam i kontynuowałam swój mały monolog. Czasem wydaje mi się, że nawet sama siebie nie słucham.

-Muszę się zmienić, ale… Czy będę potrafić? Wyprzeć swoje emocje i nadwrażliwość, stać się kamiennym posągiem. W końcu bym była taka jak zawsze marzyłam. Spokojna, opanowana i zimna.- Wstałam do siadu.- To postanowione. Stanę się ideałem, posągiem bez uczuć. 

Rozciągnęłam się, podnosząc z podłogi. Wyjrzałam ostatni raz zza okno. Zrobię tu może jakąś bazę wypadową. Spojrzałam na starą kanapę i połamane łóżko. Machnęłam różdżką, szepcząc parę zaklęć pod nosem, a pokój zaczął sprzątać się sam. Powoli kurz i brud znikały, łóżko się naprawiało, żyrandol ponownie świecił jak trzeba. Pokój stawał się jaśniejszy. Widać jak zaczął nabierać kolorów, gdy wszystko powolutku się czyściło i naprawiało. Gdy przedmioty skończyły się układać w wyznaczone miejsca, mogłam na spokojnie odetchnąć i rzucić się na ogromne łoże. Teraz mogę tutaj przebywać dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przetransformałam podręcznik z historii magii w poduszkę, do której się przytuliłam.

O dziwo zasnęłam i obudziłam się dopiero półtorej godziny później. Na moje szczęście było jeszcze dość jasno. Wzięłam swoje  rzeczy i jak najszybciej popędziłam do zamku. Czuje się dużo lepiej, znalazłam spokój narazie. Gdy wyszłam z dziury między korzeniami bijącej wierzby, widziałam ostatnich uczniów biegnących do środka. Skierowałam się do wielkich drzwi, które już się powoli zamykały. Wślizgnęłam się i skręciłam w stronę ciemnych schodów prowadzących do lochu. Przeszłam pokój wspólny niezauważona, otworzyłam drzwi swojego pokoju, na moje szczęście dziewczyn jeszcze nie było. Podeszłam do swojego łóżka, na którym leżała czarna istota i przesunęłam ją delikatnie by móc odpocząć jeszcze chwilkę. Po zregenerowaniu sił, wstałam i poszłam się ogarnąć. Nie pojawiłam się na kolacji, więc umyłam się jako pierwsza oraz przebrałam się w pidżamę. Wrzuciłam wszystkie ciuchy do szafy, wzięłam do ręki wielkie, stare, rozpadające się tomiszcze pod tytułem “Magia oraz jej ciemne sekrety”. Położyłam się na łóżku i wzięłam się za czytanie. 

Tak minął mi cały wieczór, zanim dziewczyny wróciły ja już dawno spałam. Niestety obudziłam się na następny dzień z tępym bólem głowy. Jednak niedziela była dość spokojna. Koleżanki nie zadawały zbędnych pytań, udawało mi się unikać Lucjusza i czarnej grupy. W sumie większość czasu spędziłam nad książkami i esejami w bibliotece.  Jedyne co mnie zastanawiało to co robi Elaine… I jak bardzo mnie już znienawidziła. Odrzucałam jednak te myśli, by móc w spokoju skupić się na nauce. Muszę być najlepsza, przecież trzeba pokazać tym kujonom z Ravenclaw gdzie ich miejsce. Zaśmiałam się w myślach. Siedziałam tam dopóki mnie bibliotekarka siłą nie wyciągnęła, więc wróciłam do dormitorium i ponowiłam czytanie lektury z poprzedniego dnia. Ciekawe ile możliwości daje pełna magia. Bez tych głupich podziałów.

Właśnie tak spędziłam swoje następne dwa tygodnie. Nauka, wieczorne czytanie książek, sporadyczne wypady do wrzeszczącej chaty lub do pokoju bez klamek. Starałam się unikać blondyna i jego grupy, tak samo tych idiotów z gryffindoru i Elaine. Nie miałam siły na nich wszystkich. Lucjusz mnie przepraszał chyba z dwadzieścia razy, a nawet Bellatrix się ukorzyła. Jednak ja od dawna nie byłam na nich zła, po prostu miałam dość ich jak narazie. Spokojnie mijały mi dni, pełne tego co kocham… I o dziwo pełne nowego przyjaciela jakim powoli stawał się dla mnie oschły czarnowłosy chłopak. Jednak mój spokój musiał zostać zakłócony przez TO wydarzenie.


Komentarze

Popularne posty