Elaine ☆16



Już kilka godzin treningu sprawiło, że czułam zmęczenie, a w głowie roiło mi się od mieszających się zaklęć. Lucjusz starał się okazywać mi cierpliwość, choć  widziałam jak frustracja wychodzi z niego, wykonując dziwne wymachy rękoma, tupanie w ziemię a także mówił coś pod nosem. Gdy Weridian po raz kolejny wyrzuciła jego różdżkę w powietrze, wrzasnął z całych sił, tak że podskoczyłam na miejscu. Dziewczyny już dawno wróciły do zamku, zostawiając nas w trójkę. 

-I tak, Keegan, pokonuje się wielkiego Lucjusza Malfoya. -Zadrwiła Weri, w taki sposób, w który mnie zaskoczyła. Zmieniła się od naszego ostatniego spotkania. Zaklaskałam w dłonie, okazując niejako szacunek jej wyczynom. Jednak zaskoczyła ją fala wody, która pojawiła się nagle. Została zmoczona tak, że później cała ociekała. Jej twarz przybrała odcień pomiędzy czerwienią a purpurą.

-Ty chuderlawy blond włosy bęcwale! -Zaczęła krzyczeć tak głośno, że wszystkie ptaki z drzew odfrunęły z trzepotem. Loki zjeżył swoją sierść i pokazał zęby, sycząc jak żmija. 

-Oko za oko. -Uśmiechnął się do mnie, po czym w ostatniej chwili odbił zaklęcie Weridian. Przyglądałam im się ze spokojem, po czym Lucjusz przemówił: -Wystarczy już tej zabawy. Teraz pora na Elaine, prawda?  -Wyciągnął w moim kierunku dłoń, aby pomóc mi wstać z ziemi. Ustawił mnie w odpowiedniej pozycji, a następnie Weridian stanęła naprzeciw, spoglądając na mnie niepewnie.

-Mam nadzieję, że dużo już się nauczyłaś, Keegan. -Powiedziała bez krzty emocji. Wyjęłam swoja różdżkę, którą trzymalam we wczesniej uciętym koku. Weridian zrobił to samo, przyjmując odpowiednią pozycję. 

-Dobrze Elai. Teraz użyjesz ulubionego dzisiaj zaklęcia Weri. Expelliarmus. -Ujął moją dłoń. -Odpowiedni ruch ręki jest taki.-Pociągnął ją lekko w dół, a następnie zakręcił nią. -Dobrze, Weridian przygotuj się. Nie wykonuj wobec niej żadnych zaklęć. -Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że zrozumiała. Wycelowałam w nią swoją różdżką, obejmując ją jako cel. Następnie wzięłam głęboki wdech i ruszyłam ręką, mówiąc jednocześnie stanowczo:

-Expelliarmus! - Z końcówki wystrzeliło szkarłatne światło, a różdżka dziewczyny poszybowała w bok. Ucieszyłam się, widząc swój postęp. Lucjusz poklepał mnie po ramieniu.

-Dobrze ci idzie. Teraz spróbujemy jakiegoś innego zaklęcia obronnego. Może… Już wiem. Protego. Wystarczy, że wykonasz prosty ruch ręką, o tak. -Pokazał, kreśląc palcem w powietrzu pionową kreskę. Weridian stanęła ponownie, trzymając w ręku znalezioną różdżkę, po czym użyła zaklęcia.

- Riktusempra! -Z jej różdżki wyłoniło się żółtawe światło. Mój umysł starał się skupić jednak stresowałam się bardzo. Jednak wykonałam w ostatniej chwili ruch prosty ręką i wypowiedziałam formułkę. Odbiłam zaklęcie i nic mi się nie stało. Po raz kolejny. -No Keegan, idzie ci dobrze. Ale mogłoby być lepiej. -Dodała widząc moją uśmiechniętą twarz.

-Bez kłótni. Dobrze. Może spróbujesz teraz odbić inne zaklęcie. Zaczynajcie. -Powiedział Lucjusz, odchodząc od nas. Pewnie nie chciał być poszkodowanym, w innym wypadku byłybyśmy winne za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu blondwłosego. Ustawiłam się po raz kolejny i przyglądałam się Weridian.

- Drętwota! - Z jej różdżki wydobyło się czerwone światło. Byłabym gotowa, gdyby nie to, że ktoś zawołał moje imię. Zdezorientowana zapomniałam o zaklęciu, a następnie czar rzucony przez Weridian uderzył we mnie. Upadłam i straciłam przytomność. Nie wiem ile to trwało, ale zapewne chwilę, gdy byłam nieprzytomna. Usłyszałam tylko krzyki, które należały najpewniej do Weridian. Później mogłam dosłyszeć śmiech. Ten sam piekielny śmiech. Zaczęłam się przebudzać. Źrenice powoli przyzwyczaiły mi się do światła i wtedy udało mi się dostrzec trzy osoby. Wśród nich znalazła się również właścicielka słynnego śmiechu: Bellatrix. Poczułam wściekła, uniosłam się chwiejnie, po czym podeszłam do niej i pchnęłam ją w ramię.

-Co ty sobie wyobrażasz?! -Zaczęłam wrzeszczeć, tak, że pewnie słyszeli by mnie w całym Hogwarcie. Dziewczyna spojrzała na mnie zdezorientowana, a następnie uśmiechnęła się w moim kierunku.

-Jednak niezłe z niej ziółko. -Stwierdziła, spoglądając na Lucjusza. Ten był zdezorientowany całą tą sprawą.

-Elai! - Usłyszałam Weridian, która w tym samym czasie zamknęła mnie w swoich ramionach. -Nic ci nie jest?

-Jestem cała. Dzięki. -Odparłam i wróciłam do rozmowy z pozostałą dwójką. -Czekam na wyjaśnienia, Bellatrix. 

-Co tu wyjaśniać. Chciałam sprawdzić jaka jesteś. Nadasz się. -Powiedziała równie tajemniczo.

-Poza tym to mój pomysł. -Powiedział Lucjusz. -Tylko nie dokońca tak to planowałem. -Dopowiedział, próbując się bronić.- Chciałem, abyście się pogodziły. 

-Czyli to WSZYSTKO było twoim pomysłem?!-Odparła wściekle Weridian. -To, że Elai leżała nieprzytomna kilka dni oraz to żebym ją teraz skutecznie zaatakowała?

-Pierwszy - tak,  drugie - nie. Sądziłem, że wasza więź wzmocni się, gdy jedna z was będzie w potrzebie. Zobaczyłem ten postęp, kiedy to przebywałaś w skrzydle szpitalnym oraz to, że zadeklarowałaś dzisiaj swoją pomoc. - Wytłumaczył się. Bellatrix przyglądała mi się z uśmieszkiem na ustach. Zaczęłam się czuć nieswojo.

-Bella przestań! - Warknęłam na nią z zaciśniętymi ustami.

-Ojej już nazywa mnie Bellą, już cię lubię. -Puknęła mnie opuszkiem palca w czubek nosa. Krew napłynęła mi do głowy, aż poczułam silne pulsowanie.

-Sądzę, że na dziś wystarczy. -Skwitował Lucjusz podnosząc swoje rzeczy. Postanowiłam zrobić to samo, a w moje ślady ruszyła również Weridian. Chciałam szybko uciec z tego miejsca. Choć potrafiłam już znacznie, za dziękuję chłopakowi, wolę już nie mieć z nimi nic do czynienia. Stałam się królikiem doświadczalnym. Ruszyłam szybkim tempem do zamku, po czym udałam się do piwnic. Jednak po kilku pierwszych krokach zatrzymałam się i odwróciłam spoglądając na korytarz.

-Nie. - Powiedziałam do siebie i ruszyłam z powrotem, kierując się do wieży Gryffindoru. Gdy tam dotarłam, Gruba Dama mnie powitała, a ja powiedziałam poprawne hasło, które przekazał mi Syriusz. Przedostałam się przez otwór za obrazem, po czym zostałam powitana przez grupkę Gryfonów, którzy mnie już znali, a siedzieli w pokoju wspólnym. Udałam się do dormitorium chłopców. Gdy Tam dotarłam usłyszałam krzyki, a dokładnie kłótnię dobiegającą z pokoju chłopców. Otwarłam drzwi i dostrzegłam scenę, gdzie James rozdzielał Syriusza i Remusa. Dostałam większego szoku widząc Remusa wściekłego, co mu się nie zdarzało.

-Gdzie ona jest?!- Krzyczał na całe gardło.

-Remus uspokój się. -Powiedziałam, a on spojrzał na mnie surowym, które momentalnie złagodził.

-On ukradł i pożarł całą moją czekoladę. -Odparł, wskazując na winowajcę, ukrywającego się za plecami Jamesa. 

-Wy tak serio? Jedna tabliczka w tą czy w tą… -Remus wciągnął głośno powietrze.

-Jak możesz tak mówić. Czekolada to świętość. -Remus zaczął wymachiwać palcem.

-No i znowu się zaczęło. -Powiedział Syriusz i momentalnie umknął przed rękami Remusa, które chciały go dopaść.

-Błagam was. Remus jak chcesz, to poproszę ciocię i przyśle dla ciebie jedną tabliczkę. -Powiedziałam, a chłopak zaczął się uspokajać. 

Komentarze

Popularne posty