Elaine ☆14

 




    Już od paru dni uczęszczam ponownie na zajęciach. Napisałam do cioci list, bo zapewne ze szkoły ja już poinformowali, że zdarzył mi się nieszczęśliwy przypadek. Wyjaśniłam jej, że jestem cała i zdrowa oraz żeby się nie zamartwiała zanadto. Podczas przerw spędzałam dużo czasu z gryfonami. Niestety Syriusz i James nie dawali za wygraną i siłą wymuszali ze mnie “zeznania”, aby dowiedzieć się kto mi zrobił krzywdę. Na szczęście zawsze w porę znajduje się Remus i ratuje mnie od nich. 

-Elai, może pójdziemy dziś po lekcjach do profesora Dumbledora? - Zapytał na jednej z przerw. Już dawno mu to obiecałam, ale jakoś zawsze udało mi się od tego uciec. Jednak, gdy dziś o tym rozmawialiśmy, korytarzem przeszła właśnie TA dziewczyna. Zmroziło mnie momentalnie, kiedy spojrzała mi prosto w oczy. Odwróciłam momentalnie wzrok, a ona zaczęła się śmiać szyderczo. Remus musiał zobaczyć moją reakcję i spojrzał na tą dziewczynę.

-To ona? Ona ci wyrządziła krzywdę? Elai - Ponaglał mnie, gdy moje usta nie otwarły się ani na milimetr. -Znam ją. To kuzynka Syriusza. Bellatrix Black. - znieruchomiałam jeszcze bardziej niż dotychczas i poczułam, jak krew spływa mi z twarzy. Remus przy użyciu siły pociągnął mnie korytarzem w kierunku, którego nie znałam. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałam, że to już  t e r a z  zabiera mnie do dyrektora szkoły. Nie stawiałam już oporu. Przedostaliśmy się na wyższe piętro przedostając się za posąg gargulca, a następnie ruszyliśmy schodami w górę. Nareszcie na miejscu ujrzeliśmy dyrektora, który znajdował się obok czerwono pomarańczowego ptaka, którego w życiu nie widziałam.

-Panna Keegan i pan Lupin. W czym mogę wam pomóc? - Odpowiedział odwracając się w naszym kierunku. 

-Profesorze, chodzi o Elai… - Remusowi nie było dane dokończyć, ponieważ dyrektor przerwał mu ruchem ręki.

-Dziękuję Remusie, ale jeśli się domyślasz, będę chciał o tym porozmawiać osobiście z panną Elaine. - Remus skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Nie zostawiaj mnie - powiedziałam w myślach. Czułam strach i wszelkiego rodzaju obawy. - A zatem proszę, usiądź sobie wygodnie.

-Chciałam panu profesorowi przekazać informację, kto to zrobił. - Powiedziałam ledwo słyszalnym głosem

-Doprawdy? Sądziłem, że nie pamiętasz, kto wyrządził ci krzywdę wtedy w lochach. - Powiedział, spoglądając na mnie znad swoich okularów.

-Poniekąd ukrywałam prawdę. - Słowa ledwo wydostały się z moich ust. Czułam jak gardło zacisnęło mi się do tego stopnia, że mogły to być ostatnie słowa jakie wypowiedziałam w danym momencie.

-Może herbaty? - Zaproponował, wstając z fotela, na który wcześniej usiadł. Sięgnął po dwie filiżanki oraz imbryk i nalał bursztynowego płynu, a następnie podał mi jedną z filiżanek. Podziękowałam i upiłam troszkę herbaty. Gardło momentalnie się rozluźniło.

-To była Bellatrix Black. - Powiedziałam bez owijania w bawełnę. Profesor Dumbledore spoglądał teraz smutno na fragment fotela, na którym właśnie siedziałam. 

-Jesteś pewna? Kto powiedział ci jak ona się nazywa? - Dopytywał, aby upewnić się w mych słowach. 

-Remus, widział ją, gdy ta śmiała się ze mnie na korytarzu. - Odpowiedziałam, nie spuszczając wzroku z nauczyciela. Po chwili wyprostował się i odłożył filiżankę na stolik obok.

-Zapewne wiesz co się teraz z nią stanie? - Powiedział patrząc prosto w moje oczy. Pokręciłam przecząco głową, a on zabrał się za wyjaśnianie mi swoich zamiarów. - Na pierwszym miejscu będę musiał odjąć Slytherinowi kilka punktów, a następnie nałożyć karę na pannę Black. Jeśli mogę jeszcze zapytać, co właściwie tam robiłaś?

-Ruszyłam za kotem mojej przyjaciółki, Weridian. Przyszedł wtedy do mojego pokoju, a następnie prowadził mnie właśnie do pokoju wspólnego Ślizgonów. - Odpowiedziałam dość szybko. Dyrektor pokiwał głową, a następnie podziękował za to, że wyjawiłam mu sprawcę. Poczułam jak kamień spadł mi z serca. Pożegnał mnie odprowadzając do drzwi,a następnie udałam się z powrotem na dół. Spojrzałam na zegar stojący na korytarzu i ruszyłam do sali, gdzie odbywała się lekcja eliksirów. Niechętnie zeszłam na dół w kierunku lochów, ale przyspieszyłam kroku. Docierając pod drzwi, zapukałam w nie i weszłam, uchylając przeszkodę.

-A gdzie była panna Keegan? - Zapytał profesor Horacy Slughorn, przerywając swój wykład.

-Przepraszam za zamieszanie. ale musiałam się pilnie spotkać z profesorem Dumbledorem. - Odpowiedziałam, a nauczyciel pokiwał zrozumiale głową i kazał zająć miejsce. Syriusz i James spoglądali na mnie badawczo, jakby próbowali czytać w moich myślach. Usiadłam obok Remusa i wyjęłam potrzebne mi materiały.

-I jak? - Zapytał szeptem, a ja przerywając  raz po raz, opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami. Chwycił mnie za dłoń, którą miałam położoną na blacie, a następnie uścisnął ją delikatnie parę razy. Gdy zajęcia się skończyły wyszliśmy razem na korytarz, a po chwili dołączyli do nas James i Syriusz oraz Peter, który próbował za wszelką cenę dołączyć się do naszej grupki. 

-Po co byłaś u Dumbledora? - Zapytał w końcu Syriusz. Przemilczałam to pytanie, ale zapytał się mnie po raz wtóry.

-Nie twój interes, Black. - Odpowiedziałam tak ostro, że aż byłam zaskoczona swoim tonem. Spaliłam się ze wstydu i przeprosiłam chłopaka.

-Nic się nie stało. - Odpowiedział speszonym głosem. - Masz rację, to nie moja sprawa. Miałaś ważny powód i tyle. - Podziękowałam mu wzrokiem za wyrozumiałość. Ngle ktoś zaczął krzyczeć moje imię. Obróciliśmy się całą grupą i dostrzegłam, że w naszym kierunku biegnie ten chłopak, który wpuścił mnie tego wieczoru do dormitorium Slytherinu. 

-Elaine Keegan, chodź ze mną na słówko. - Powiedział, ciągnąc mnie za rękaw. Poszliśmy na ubocze tak, żeby nie zwracać na nikogo uwagę. - Chodzi o to co powiedziałaś Profesorowi Dumbledorowi. - Powiedział lekko zasapanym głosem.

-Nie cofnę swoich słów. - Zadeklarowałam stanowczo, spoglądając w górę na jego twarz. Zniżył się do mojego poziomu, a następnie przemówił. 

-Proszę cię, Elai. Bellatrix nie wie co robi, to wariatka. Jeśli myślisz, że po jednej karze nie będzie cię dręczyła, to się grubo mylisz. - Powiedział to takim tonem, jakby się martwił o moją przyszłość.

-Dam sobie z nią radę. - Powiedziała i już miałam odejść, kiedy on zagrodził mi drogę ręką.

-Ostrzegam cię przed nią, bo znam ją wystarczająco dobrze. Ale w sumie co zrobisz, to twoja sprawa. - Odpowiedział i przepuścił mnie. Spojrzałam na niego jeszcze raz i udałam się na następną lekcję. Na korytarzu chłopcy czekali na mnie nadal, a gdy się zjawiłam, nie zadawali mnie zbędnych pytań. Udaliśmy się do cieplarni pierwszej. Lekcje o dziwo minęły dość szybko, ale możliwe, że było to sprawą tego, że były to zajęcia praktyczne. Następną lekcję mieliśmy z profesor McGonagall. Lubiłam jej lekcje, tak jak niektórzy uczniowie. Uczyliśmy się dzisiaj zaklęcia vera verto. Z racji, że nie posiadałam zwierzęcia na danej lekcji pracowałam razem z Danielle. Jako pierwsza z naszej pary spróbowałam swoich sił w tym zaklęciu. Wyjęłam różdżkę, puknęłam trzy razy w pufka, a następnie wypowiedziałam formułkę. Zwierzak zamienił się w szklany puchar. Danielle westchnęła z zachwytu z powodu moich zdolności, następnie była jej kolej i poszło jej równie dobrze jak mi. Pogratulowałam jej  udanego zaklęcia. Z racji, że były to nasze ostatnie zajęcia w tym dniu. Udaliśmy się do Wielkiej Sali, na obiadokolację. Dostrzegłam przy stole Slytherinu Weridian, która przyglądała mi się z uwagą. Obok niej usiadł Syriusz oraz Lucjusz. Nie dostrzegłam jednak Bellatrix, która nie zjawiła się na posiłku. Zjadłam jedzenie, które sobie naszykowałam, słuchając przy tym opowiadań dziewczyn, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Później udaliśmy się do swoich dormitoriów. Byłam wyczerpana dzisiejszym dniem. Otwarłam drzwi i położyłam torbę z książkami obok nogi łóżka. Spojrzałam nagle na stolik nocny, na którym znajdował się liścik.

-Elai, a co to za kolejne romanse? - Drażniła się ze mną Laura.

-Zazdrościsz? - Odpowiedziałam,nie spoglądając na przyjaciółkę. Otwarłam kopertę i wyjęłam kawałek papieru. 


“Spotkajmy się w tą sobotę na błoniach. Możesz przyprowadzić swoje przyjaciółki. Sądzę, że to co chcę ci zaoferować, może ci się przydać. Podpisano Lucjusz Malfoy”


Odczytałam jeszcze kilka razy wiadomość, aby upewnić się, czy to nie są jakieś żarty. Nagle dostrzegłam, że Katie spogląda mi przez ramię.

-Dziewczyny! Mamy zaproszenie od samego Malfoya! - Wywrzeszczała na cały pokój, gdy zaczęła uciekać przed moim pociskiem zwanym inaczej poduszką.Wszystkie zaniosłyśmy się w śmiech.

-Ale Elai, to prawda? - Zapytała Danielle, gdy trochę się uspokoiłyśmy. Kiwnęłam potwierdzająco głową. - Ciekawe, czego chce od ciebie sam Malfoy.

-Nie mam pojęcia, ale zdawał się być dla mnie miły. - Odpowiedziałam, odkładając list i zdejmując szatę. Przebrałyśmy się w piżamy i żartowałyśmy jeszcze do późnego wieczora. 

Rano po przebudzeniu udałyśmy się do Wielkiej Sali na śniadanie, a tam dostrzegłam, że wzrok Lucjusza spoczywał tylko na mnie. Czułam się niezręcznie, jednak po chwili dostrzegłam, że Bellatrix, siedząca tuż przy nim szturchnęła go i zaczęła upominać. Nie znałam rzecz

ywistego powodu, ale mogłam się go domyślić po tym jak chłopak wstał i ruszył do wyjścia, zostawiając dziewczynę w stanie oszołomienia. Nagle jej wzrok spoczął na mnie. Nie czułabym niepokoju, gdyby nie wykonała ruchu, który oznaczał, że chce mnie zniszczyć.

Komentarze

Popularne posty