Elaine ☆12
Czas mijał, a między mną i Weridian nic się nie zmieniło. Próbowałam skontaktować się z nią poprzez sowę pocztową i raz mi się udało z nią nawiązać kontakt, jednak na resztę moich wiadomości nie odpowiadała. Zrezygnowałam już z tego pomysłu. Był początek października, a pogoda już trochę się popsuła. Było dużo chłodniej, a wiatr momentami nie pozwalał swobodnie przejść przez dziedziniec.
Siedzę w swoim pokoju, a dokładnie leżę na łóżku i myślę co napisać mojej cioci. Dzisiaj rano przysłała mi sową paczkę. W środku znajdował się czarno-biały szalik, który sama zrobiła. Bardzo mi się spodobał i postanowiłam go nosić, gdy będzie chłodno na zewnątrz. Trzymałam pióro w ręce i spoglądałam na niezapisaną kartkę pergaminu. Nagle coś wylądowało na moich plecach. Sądziłam z początku, że to Fifi, jednak stało się coś, czego się nie spodziewałam. Gość wbił w moje plecy coś tak ostrego, że skoczyłam z zaskoczenie, o mało nie strącając wszystkich przyrządów do pisania. Obejrzałam się za siebie i dostrzegłam czarnego kota, w którym dostrzegłam kota Weridian - Lokiego. Siedział teraz na ziemi pośrodku pokoju i spoglądał na mnie swoimi ślepiami.
-Coś się dzieje kotku? - powiedziałam wyciągając do niego rękę, a on momentalnie podszedł do mnie i zaczął ją najpierw obwąchiwać, a potem zaczął ocierać o nią swoim łebkiem. -Chcesz mi coś powiedzieć? - W tym momencie zaprzestał swoich czynności i pobiegł w kierunku lekko uchylonych drzwi, które musiały nie być do końca zamknięte. Zatrzymał się przed nimi i spojrzał na mnie.
-Miau! - powiedział tak donośnie, że przekonał mnie, abym ruszyła za nim. Wstałam i ruszyłam korytarzem, po czym wydostałam się z pokoju wspólnego. Szłam cały czas za kotem, nie wiedząc do końca, gdzie mnie zaprowadzi. Dotarłam tak do lochów. A więc chcesz mnie zaprowadzić do Weri? - zapytałam w duchu. Nagle ktoś pociągnął mnie w bok, tak, że znajdowaliśmy się we wnęce, i zasłonił mi usta dłonią, a do szyi przystawił coś ostrego, ale cienkiego, więc musiałam to być zapewne różdżka. Loki odwrócił się w naszym kierunku i zasyczał, strosząc sierść na grzbiecie. Osoba, która mnie złapała, zasyczała równie wściekle, udając zwierzę. Kot zdawał być ogłupiony i odwrócił się od nas, czmychając czym prędzej. Dzięki Loki. - Pomyślałam i zaczęłam w duszy przeklinać tego kota przez jego lękliwość.
-No moja droga. - Usłyszałam przy samym uchu cichy kobiecy szept. Miał w sobie coś, co sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej niepewnie. - Nie mam pojęcia co ty i ten parszywy kot robicie tutaj razem. Choć bardziej to ty jesteś w centrum mojej uwagi. - Zaśmiała mi się skrzekliwie do ucha, a ja próbowałam się w tym momencie wyrwać z jej uścisku i odwrócić, aby spojrzeć, kim ona jest. Przycisnęła jednak różdżkę bliżej mojej krtani. - A ty dokąd, króliczku? -Przesunęła językiem po płatku mojego ucha. Tego było za wiele. Uderzyłam ją w brzuch łokciem, przez co ona zgięła się w pół. Spojrzałam na nią jednak przez moment burza czarnych loków zasłoniła jej twarz.- Jak śmiałaś?! - Wywrzeszczała, prostując się i kierując się prosto na mnie.
-I vice versa! - Odpowiedziałam, uciekając przed nią. Usłyszałam nagle za sobą jej głos: DRĘTWOTA! - Upadłam na ziemię, silnie zderzając się z posadzką. Usłyszałam tylko jej szaleńczy śmiech, który nie zniknął do momentu utraty pamięci. Nie wiem co się działo, ani nawet jak długo to się działo. Uważam jednak, że gdy się obudziłam, byłam w jakimś pomieszczeniu dobrze oświetlonym. Leżałam na czymś miękkim, była to chyba pościel. Gdy wzrok zaczął wracać mi do normy, dostrzegłam, że ów światło należało do świec z pokoju, które dały takie wrażenie na moje zbyt mocno rozszerzone źrenice. Gdy chciałam podnieść dłoń, jakiś ciężar uniemożliwił mi to. Podniosłam lekko głowę i zobaczyłam, że bujne czarne włosy leżą na niej. Gdyby nie to, że znałam te włosy, a na dodatek i widziałam przy sobie twarz właściciela, bałabym się, że to ta dziewczyna. Do pokoju weszła pielęgniarka.
-O! Widzę, że się już obudziłaś. - Powiedziała, podchodząc do mnie. - Miałaś szczęście, że nie uderzyłaś głową. Nie jest z nią i tak najlepiej, ale mogło być dużo gorzej.
-Elai? Jak się czujesz? - Odpowiedział Syriusz, jeszcze lekko zaspanym głosem.
-Nie najgorzej. -Odpowiedziałam, zmuszając się do uśmiechu. Nie było to łatwe, bo cała twarz mnie bolała, nie wspominając wyschniętych wargach, które piekły przy samym mówieniu.
-Może powinieneś już iść do łóżka? Jutro masz kolejny dzień nauki panie Black. -Odpowiedziała pielęgniarka. - Chłopak tylko pokręcił przecząco głową. Jednak po kilku namowach pielęgniarki uległ i pożegnał się ze mną, zostawiając mnie samą w pomieszczeniu. Postanowiłam, że spróbuję położyć się jeszcze raz spać, jednak było to dość trudne, ponieważ nie czułam jakiegokolwiek zmęczenia. Przewracałam się z boku na bok. Po chwili przy moim łóżku pojawiła się ta sama pielęgniarka. - Może podam jakieś krople nasenne? - Zaproponowała, a ja pokiwałam głową. Po chwili podała mi szklankę wody, w której rozpuściła kilka kropel ciemnozielonego płynu. Gdy wypiłam go, ułożyłam się wygodnie, a po chwili spałam jak zabita. Niestety nie śniły mi się najlepsze rzeczy. Głównym wątkiem było spotkanie moje i tej zwariowanej dziewczyny. Nie mam pojęcia kim ona była, ale wiem, że należała do Slytherinu - nosiła charakterystyczna naszywkę.
Obudziłam się cała zlana potem. Nie pamiętałam wszystkiego idealnie, ale uczucie towarzyszyło mi jeszcze przez kilka chwil. Po chwili przyniesiono mi śniadanie, a potem zajęłam się pracą domową, jaką zostawiła mi Laura i Danielle. Okazało się, że notatki były sprzed trzech dni. Co to było za zaklęcie, które ona na mnie użyła? - Pomyślałam, przepisując tekst z podręcznika do eliksirów. Wszystko zajęło mi czas do wieczora. Około godziny osiemnastej zjawili się u mnie Syriusz i Remus.
-Witam i o zdrowie pytam. - Przywitał się Syriusz, aby lekko rozluźnić szpitalną, a zarazem bardzo poważną atmosferę.
-Cześć Elaine. - Remus podszedł i przytulił mnie na przywitanie. -Jak się czujesz?
-Dobrze. Odrobiłam całą pracę domową, więc jutro już chyba wrócę do szkoły. - Odpowiedziałam z lekkim entuzjazmem.
-Mam pytanie. I to jest bardzo ważne. - Syriusz usiadł na łóżku i spojrzał na mnie. - Kto ci to zrobił?
-Nie pamiętam. - Odpowiedziałam momentalnie, nie zważając nawet na to co mówię. - Nie wiem nawet jak mógłby się ten ktoś nazywac.
-A może pamiętasz jak wyglądała ta osoba? - Dopytywał nieprzerwanie, nie czując się nawet zbitym z tropu.
-Niestety. - Skłamałam po raz kolejny. Nie do końca wiedziałam, dlaczego tak robię. Jednak czułam, że jeśli bym powiedziała, mógł zrobić coś równie głupiego jak James. Nie chciałabym tego.
-Jesteś pewna?
-Daj jej spokój. -Wtrącił się Remus. Widział, że te ciągłe pytania i dociekania Syriusza mnie męczą i wprawiają w zakłopotanie.
-Remusie, mógłbyś później jeszcze zostać i wytłumaczyć mi kilka lekcji? - Zapytałam, spoglądając na zeszyty które leżały na stoliku obok łóżka.
-Jasne. Co tylko chcesz, w tym ci pomogę. - Zadeklarował. To miłe z jego strony.
-No to ja wam nie przeszkadzam. Idę zobaczyć jak idzie Jamesowi przygotowania do …. A w sumie, nie ważne. To będzie NIESAMOWITA niespodzianka. - Powiedział młody Black i wyszedł zostawiając nas samych. Upewniłam się jeszcze raz, czy jesteśmy sami.
-No dobrze to od czego chcesz… - Zaczął chłopak, jednak mu przerwałam.
-Remusie. Muszę ci coś wyznać, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz. - Spojrzałam wprost w oczy chłopaka.
-Obiecuję. - Powiedział kładąc prawą rękę na sercu, a drugą uniósł ku górze.
-Ja pamiętam jak wygląda ta osoba, która to zrobiła. - Powiedziałam szeptem ledwie słyszalnym.
-Jak to? Ale dlaczego zaprzeczasz, że nie wiesz?
-A bo ja wiem. Czuję strach. Boję się, że stanie się coś gorszego, gdy wyjawię prawdę. -Powiedziałam spuszczając wzrok z chłopaka.
-Elai. - Powiedział Remus, kładąc mi rękę na ramieniu, w celu dodania otuchy. -Nie masz czego się obawiać. Musisz powiedzieć prawdę, i to najlepiej dyrektorowi.
-Chyba zwariowałeś. On od razu pewnie ją wyrzuci. - Zaczęłam protestować, ale on uciszył mnie ruchem dłonie.
-Elai, proszę. Zrób to dla mnie. Jeśli chcesz pójdziemy do niego jutro, zaraz po lekcjach.
-A co jeśli reszta będzie chciała się za to zemścić? - Zapytałam. Chłopak zamyślił się na chwilę, ale spojrzał po kilku sekundach na mnie.
-Jeśli ktoś będzie chciał się zemścić na tobie, najpierw będzie musiał zmierzyć się ze mną, Blackiem i Jamesem. - Odpowiedział. Poprawiło mi to humor. - Zapewne twoje współlokatorki też dołączyłbym się do obrony. Chyba dobrze się dogadujecie, prawda? - Pomyśliłam chwilę. To prawda. Jako następne w Hogwarcie, jeśli chodzi o dziewczyny, to poznałam właśnie je.
-Masz rację, dziękuję. Pójdę jutro do profesora Dumbledore'a. Na pewno będzie wiedział co robić.
-On jest swego rodzaju wyjątkowy. Nie jest taki jak mugolscy nauczyciele czy już nawet dyrektorzy. - Powiedział, robiąc zamyśloną minę. Po chwili otrząsnął się i spojrzał na zegarek. - Już będzie kolacja. Muszę iść, ty zapewne też za chwilę ją dostaniesz. -Pożegnał się ze mną i wyszedł. Minął się w drzwiach z pielęgniarką, która wiozła wózek z jedzeniem. Podziękowałam jej, gdy mi podała posiłek, po czym zabrałam się za ucztę.



Komentarze
Prześlij komentarz